Zobacz wątek - Zanim wsiądziesz - przeczytaj.

Zanim wsiądziesz - przeczytaj.

O wszystkim
_________

Moderatorzy: Walenty, Movi, adam_tomasz, Czester, madcap, Leg1oN, Lovtza, Terror, lagiboy, melvin, Landryss25, kravec, gelo007, suhy-19, Bostorn, Miczab, leff

Zanim wsiądziesz - przeczytaj.

Postprzez Bartek21 » 29/5/2010, 19:35

Mam nadzieję, że wybrałem dobre miejsce, jeśli nie to z góry przepraszam i proszę moderatorów o przeniesienie. Liczę, że tekst ten przynajmniej w części wynagrodzi użytkownikom forum, którzy starali się wpoić mi trochę zdrowego rozsądku nie posłuchanie ich wtedy. Postaram się pisać treściwie będzie to opowieść o wypadkowej głupoty, brawury i braku dystansu do własnych umiejętności.

Swoją przygodę z motorami rozpocząłem 4-5 lat temu, rozbieżność wynika z faktu, że pierwszy rok to było zdanie egzaminu na prawo jazdy i kilka sporadycznych wycieczek. Rok później (miałem wtedy 20 lat) dostałem w prezencie od rodziców pierwsze moto, środowisko i znajomi spowodowało, że wybór padł na typową "szlifierkę", Hondę CBR900 (przypominam jeszcze raz pierwszy motor, wyjeżdżone do tego czasu około tysiąca kilometrów, czyli nic). Pierwszy rok upłynął spokojnie oczywiście brak umiejętności powodował, że spokojnie brali mnie ludzie na maszynach 500-600ccm. Buta i zaślepienie powodowały, że w tym czasie powodów swoich osiągów upatrywałem nie w kompletnym braku umiejętności i doświadczenia.
W przeciwieństwie do umiejętności nie brakowało mi natomiast brawury i lekkomyślności, cięcia podwójnej linii, przelatywanie z prędkością powyżej 100km/h przez miasto było u mnie na porządku dziennym.
Jak nietrudno się domyślić skończyło się to w końcu rok później wypadkiem, zgodnie ze znanym mottem, że Bóg chroni szaleńców cudem nic mi się nie stało poważnego (rozumu starczyło mi na tyle, żeby jeździć zawsze w pełnym stroju i zbroi).
Wniosków z tego wydarzenia niestety nie wyciągnąłem, ot moje myślenie ukierunkowane było w tym czasie na "jak się nie wywrócisz to się nie nauczysz", ponieważ sezon już się kończył postanowiłem nie remontować już CBR'ki tylko sprzedać i kupić na nowy sezon coś MOCNIEJSZEGO (tadaam fanfary za głupotę).

W tym miejscu zaczyna się historia właściwa. W marcu 2009 roku stałem się posiadaczem mojego marzenia GSX 1300R. Zabawa zaczęła się od nowa i znowu nie potrwało to zbyt długo. Ogromny zapas mocy nadal nie rekompensował mojego braku umiejętności pomimo posiadania maszyny o takiej mocy nadal doświadczeni motocykliści brali mnie jak chcieli o wiele słabszymi rumakami. Wpadłem, więc po dwóch miesiącach na kolejny genialny pomysł - założę TURBO! (na szczęście tego nie zdążyłem zrealizować).
Szybciej niż umiejętności nabierałem za to pewności siebie i brawury, z czasem nawet znajomi unikali jeżdżenia ze mną po prostu się obawiając (potrafiłem rozpędzony przelecieć na czerwonym świetle pomiędzy samochodami albo ściąć zakręt niedługo po deszczu ze wskazówką grubo powyżej 100km/h). Na swojej drodze niejednokrotnie spotkałem osoby, które starały się do mnie dotrzeć i pokazać mi głupotę mojego postępowania zarówno na żywo jak i w Internecie, niestety moja pewność siebie i buta były silniejsze.

Dochodzimy do meritum mojej wypowiedzi, mijają dwa miesiące tego dnia nigdy nie zapomnę - wtorek, siąpi przelotnie lekki deszczyk, ale ogólnie jest ładna pogoda. Godzina 14 lecę z dwoma znajomymi po trasie (w tym momencie nie pada, ale droga nie wyschła jeszcze, najbardziej zdradziecka sytuacja, czyli różnice przyczepności na drodze) jedziemy w miarę spokojnie taki turystyczny wypad. W pewnym momencie koło nas przelatuje ZX12R, nikt nie reaguje oprócz mnie - mnie weźmie taki leszcz?! Nie ma mowy zapinam wyższy bieg i heja 100-150-200-230... zwalniam w zakrętach żeby na prostej wyjść z powrotem, kierowca osobówki przezornie widząc za sobą wariata zjeżdża na prawy pas. Pierwszy zakręt, drugi, trzeci, zetkę mam przed sobą jeszcze sekunda i będzie mój. Kolejny zakręt, bardzo ciasny gość przede mną zwalnia, myślę sobie cienias wymięka, dociskam licznik pokazuje 150-160 km, składam się w zakręt, przeciwskręt, jestem już na łuku. I nagle bach, tylne koło łapie uślizg, panika z mojej strony, odruchowo zamykam gaz. Kątem oka dostrzegam mężczyznę na rowerze jadącą poboczem. Zamiast poprawić sytuacja się pogarsza, wpadam na linię rozdzielającą pasy, bach leżę. Ostatnia myśl, puść motor i wybij się! Potężne uderzenie o ziemię (od tego momentu to już nie moja relacja, a świadków i kumpli kiedy dojechali) tracę przytomność i szoruje po asfalcie, wylatuje na pobocze, szoruje po trawie.
Przebudzenie najpierw wraca mi słuch, słyszę sanitariuszy, trzęsie całym samochodem, uszy drażni świdrujący dźwięk syreny erki. Nie mogę się ruszyć ogarnia mnie paniczne przerażenie, jedyna myśl, Boże ja chcę żyć. Dopiero po chwili czuję paraliżujący ból, sanitariusz coś do mnie mówi, ale słowa zbijają się w zlepek niezrozumiałych słów. Świecą mi w oczy , dostrzegam pochyloną nade mną postać w czerwonym ubraniu, każdy wybój i wstrząs pędzącej karetki powoduje u mnie przeszywające spazmy bólu, tracę znowu przytomność...
Kolejne przebudzenie jakiś korytarz, jadę na noszach coś robią z moim ciałem, zaczynam rozumieć słowa padają pytania jak mam na imię, czy czuję kiedy dotyka mojej nogi. Boże czuję jednak czuję, jeszcze nigdy ból nie sprawił mi takiej radości. Pojawia się znowu przerażenie, tam jechał rowerzysta... Pytam się lekarzy czy ktoś jeszcze ucierpiał, nie wiedzą sanitariuszy nie ma już koło mnie. W głowie uporczywe myśli, Jezu tylko, żebym nie trafił w niego. Wyobrażam sobie tego człowieka i wpadające na niego trzysta kilo żelastwa. Kolejny raz zapadam w ciemność...
Tym razem pobudka jest o wiele później znowu wraca najpierw słuch, słyszę płacz poznaje... to moja matka... za chwilę odróżniam też drugi głos... moja narzeczona...
Otwieram oczy matka całuje mnie w głowę, widzę jej opuchnięte oczy... przychodzą lekarze, ból niesamowity wprost ból każda część mojego ciała niesamowicie boli. Dowiaduję się, że miałem niesamowite szczęście, w zasadzie brak poważniejszych obrażeń nie licząc uszkodzonych obu kolan i zdartej skóry na połowie ciała. Następnie informacja, że rowerzyście nic się nie stało, motor przeleciał 5-6 metrów od niego, gdybym wypadł sekundę wcześniej...
Lecz to dopiero początek mojej gehenny, kolejne dni to ból, niesamowity ból łagodzony za pomocą zastrzyków z Ketonalem, bezsenne noce.
Okazuje się, że konieczna jest operacja, 29, 8 dni po wypadku idę pod nóż, później kolejne zabiegi. Po prawie miesiącu wypis do domu, teraz jeszcze miesiąc leżenia i początek bolesnej rehabilitacji.
Przed wypadkiem 3 razy w tygodniu siłownia, basen, piłka nożna, 2 razy sztuki walki. Każdy dzień zaczynał się od joggingu i codziennie minimum 1-2 intensywnej aktywności fizycznej, teraz leżenie i spacerek o kulach. Po ponad pół roku powrót do w miarę jako takiej sprawności, do pełnej nie wrócę prawdopodobnie nigdy...
Oprócz tego wyrzuty, non stop, co by było gdybym wpadł na tego człowieka, dlaczego nie posłuchałem innych, co gdybym nie przeżył, co stało by się z moimi bliskimi, gdybym został sparaliżowany, gdybym... I tak w kółko, do tego ból psychiczny wynikający ze świadomości, że to ojciec dał mi pieniądze na motor i nigdy sobie tego nie wybaczy i tak sam matka jemu nie wybaczy.
Wypadek zabrał mi wiele, ale też wiele dał, pozwolił nauczyć mi się pokory, dojrzeć i przemyśleć całe dotychczasowe życie, wiem, że dostałem od życia kredyt, kredyt którego nigdy nie będę w stanie spłacić i który otrzymuje niewielki tylko odsetek ludzi. Tak jakbym na nowo narodził się...


Pewnie wielu z Was powie "po co to piszę?" jeśli w ogóle będzie chciało się komuś dotrzeć do końca tej wypowiedzi, może dla wielu nie ma to sensu. Ale jeśli chociaż jedna osoba pod wpływem tego co tu napisałem zastanowi się dwa razy zanim wsiądzie na przecinaka, albo odkręci mocniej gaz to znaczy, że było warto. Wiem, że szanse są niewielkie, ale nic stracić tym nie mogę, a być może kogoś uchronię od takiej gehenny jaką musiałem przejść ja i moi bliscy.

Ja nie miałem rozumu, ale miałem niesamowite szczęście, pełny strój i zbroję, dwa zakręty dalej zaczynały się już barierki i betonowe ogrodzenie... A czy Ty będziesz miał tyle samo szczęścia? Przede wszystkim dla wszystkich młodych i gniewnych: jeśli nie martwisz się o siebie to pomyśl o swojej rodzinie, żonie, dziecku. O tym że być może będą musieli opiekować się roślinką do końca życia, albo że jedyne świeczki urodzinowe jakie będą Ci palili będą 1 listopada...

Dziękuje wszystkim którzy dotarli do samego końca.
Bartek21
Świeżak
 
Posty: 52
Dołączył(a): 8/2/2009, 13:43
Lokalizacja: Warszawa


Postprzez Arturo925 » 29/5/2010, 20:11

Przeczytałem całe i nie wiem dosłownie co powiedzieć. Miałeś w hooy szczęścia że jeszcze żyjesz... Teraz już wiesz co znaczy myśleć podczas jazdy. Duży uraz fizyczny jak i psychiczny. Szkoda... Takie życie....
Avatar użytkownika
Arturo925
Stały bywalec
 
Posty: 1096
Dołączył(a): 5/1/2010, 16:02
Lokalizacja: Kruszyna

Postprzez matiq121 » 29/5/2010, 20:39

Dotarłem do końca i wydaje mi się, że wiem po co to pisałeś. Tekst dał mi trochę do myślenia. Też jestem początkującym motocyklistą jak ty kiedyś. Też zaczynam na CBR tyle że 'trochę' mniejszej (125). Przykro mi, że tak potoczyła się twoja przygoda z motocyklami i życzę szybkiego powrotu do pełnej sprawności.
matiq121
Świeżak
 
Posty: 71
Dołączył(a): 11/3/2010, 15:52
Lokalizacja: Radom

Postprzez Invi » 29/5/2010, 20:42

Ryzyko gleby i poważniejszej kontuzji jest wkalkulowane w ostrą jazdę na moto.

Gdybym miał odpuścić to kupił bym coś słabszego i łagodniejszego. Nie mówię że muszę zapierdalać daleko poza granicą ryzyka.

Sam niedawno zaliczyłem glebę i spędziłem kilka dnie w szpitalu, ale jak tylko posklejam moto (już niedługo) to będę jeździł tak samo ostro (no może amortyzator skrętu kupię ;) ) może to i głupie, ale nie mam zamiaru przejść przez życie trzęsąc się ze strachu razem z tłumem pozostałych ludzi.

Co do bliskich - jeśli dziewczyna tak się boi że będzie musiała mnie opłakiwać to niech mnie żuci :lol: Na pewno nie będę się zmieniał w cipkę dla laski.
Avatar użytkownika
Invi
VIP Ścigacz.pl
 
Posty: 6272
Dołączył(a): 15/7/2008, 14:12

Postprzez warmplace » 29/5/2010, 21:03

omg ale historia. Przeczytałem wszystko. Powiem tak. Dopiero zaczynam swoją przygodę z motocyklem, to co przeczytaleś na pewno daje do myślenia. Motocykliści zawsze są bardziej narażeni na wypadki... Jeździć ostro. Każdy kto ma przecinaka tak robi. Wiadomo nie po to jest ścig, żeby na nim pyrkać. Ważne tylko, żeby wiedzieć... starać się jak najwięcej przewidywać i mieć jak najwięcej kontroli nad tym co się dzieje (wiadomo, że nigdy nie mamy 100%). Między CIPKĄ jak to łądnie ująłeś Invinciblee a szaleńcem który zapierdzielając jeździ tylko i wyłącznie na farta jest wiele stadiów pośrednich. Jak to mowią polacy "jeżdże szybko, ale bezpiecznie" :P Dostałeś drugą szansę od losu i nie zmarnuj tego:) POZDR!
warmplace
Świeżak
 
Posty: 345
Dołączył(a): 17/9/2009, 21:20

Postprzez gelo007 » 29/5/2010, 21:26

Najmocniejszy moment to był jak jeszcze dobrze nie opanowałeś bladego a już na hajke się przesiadłeś :D. Sick!
Avatar użytkownika
gelo007
Administrator
 
Posty: 2731
Dołączył(a): 3/7/2006, 13:28
Lokalizacja: Radom

Postprzez Materialmord » 29/5/2010, 22:55

I dlatego właśnie jakbym ja widział ten wypadek, pojechałbym dalej. Takich ludzi jak ty ( świadomie z małej litery ) nie należy ratować, szkoda na to moich podatków i czasu lekarzy. Palacze, alkoholicy, samobójcy i ludzie tacy jak ty powinni umierać w taki sposób jaki sami sobie wybrali.
Materialmord
Świeżak
 
Posty: 159
Dołączył(a): 21/4/2010, 15:56

Postprzez zadzior » 29/5/2010, 23:00

Pokaż nam zdjęcie hajky po wypadku.
Avatar użytkownika
zadzior
Stały bywalec
 
Posty: 1327
Dołączył(a): 14/10/2008, 14:32
Lokalizacja: Koszalin

Postprzez maciek.046 » 29/5/2010, 23:13

czlowieka zawsze warto ratowac! jesli przeczytales ten tekst ktory daje do myslenia powinienes pisac takich rzeczy... autor tematu przeciez pisze ze zmienil swoje zachowanie, tok myslenia itd. a tak btw to ktos kto nie ratuje drugiego czlowieka nie ma sumienia jak dla mnie...
a co do alkoholikow itd. to Ci ludzie maja problemy i tak proboja zapomniec o nich... wiec moim zdaniem warto takiego czlowieka wyprowadzic na dobra droge a nie pozwolic mu umrzec...
limit20znaków:evil:
Avatar użytkownika
maciek.046
Bywalec
 
Posty: 834
Dołączył(a): 10/9/2007, 16:28

Postprzez pan_wiewiorka » 29/5/2010, 23:15

Przeczytałem do końca. U mnie było podobnie acz skończyło się wyłącznie na skasowaniu motocykla (R6), lekkim poobijaniu i podeptaniu mojego wielkiego moto-ego (drugim razem miałem mniej szczęścia). Sporo mnie to jednak nauczyło, podobnie jak Ciebie. Przeżycia ze szpitala i karetki opisałeś tak w taki sposób, że przypomniałem sobie moje; choć ja pamiętam jeszcze żonę i jej reakcję po tym jak zobaczyła mnie na OIOMie.

Invinciblee napisał(a):Co do bliskich - jeśli dziewczyna tak się boi że będzie musiała mnie opłakiwać to niech mnie żuci :lol: Na pewno nie będę się zmieniał w cipkę dla laski.

A zastanowiłeś się nad dziewczyną kogoś, kogo możesz skasować? A pomyślałeś o lekarzach, którzy będą składali Ciebie choć w tym czasie mogliby przydać się komuś, kogo jakiś kretyn potrącił, bo zap***ał przez miasto z prędkością poddźwiękową? Nie odpowiadaj, nie spodziewam się przeczytać niczego sensownego od osoby, której percepcja nie sięga dalej niż 5 cm przed własny nos.
pan_wiewiorka
 

Postprzez Kris2k » 30/5/2010, 00:16

pan_wiewiorka napisał(a):
Invinciblee napisał(a):Co do bliskich - jeśli dziewczyna tak się boi że będzie musiała mnie opłakiwać to niech mnie żuci :lol: Na pewno nie będę się zmieniał w cipkę dla laski.

A zastanowiłeś się nad dziewczyną kogoś, kogo możesz skasować? A pomyślałeś o lekarzach, którzy będą składali Ciebie choć w tym czasie mogliby przydać się komuś, kogo jakiś kretyn potrącił, bo zap***ał przez miasto z prędkością poddźwiękową? Nie odpowiadaj, nie spodziewam się przeczytać niczego sensownego od osoby, której percepcja nie sięga dalej niż 5 cm przed własny nos.

I ja sie podpisuje pod slowami pana_wiewiorki.
GS 500E '93 --> VFR 800 '00
Avatar użytkownika
Kris2k
VIP Ścigacz.pl
 
Posty: 1617
Dołączył(a): 22/6/2006, 12:06
Lokalizacja: Tarnowskie Góry

Postprzez bryk77 » 30/5/2010, 01:34

Invinciblee, mam coś dla Ciebie. A może już czytałeś..


http://forum.scigacz.pl/viewtopic.php?t=19266&postdays=0&postorder=asc&start=0 (otwórz link)

O powyższym wypadku dowiedziałem się bodajże z telewizji. W UK był taki spot przestrzegający nierozważnych kierowców. Dość mocny. Podobnie za naszą wschodnią granicą w Czechach. Sam tytuł wiele mówi: "Nemyslíš zaplatíš". Zainteresowanym polecam YouTube.

Sam często łamię wszelkie możliwe przepisy, ale w miarę rozsądku (o ile można się tak wyrazić). Problem w tym, że za naszą głupotę często płacą inni.
Avatar użytkownika
bryk77
Stały bywalec
 
Posty: 1212
Dołączył(a): 16/4/2010, 02:12
Lokalizacja: Radom/Piaseczno/Dublin

Postprzez Vergon » 30/5/2010, 08:58

Oby Twój post i cała ta sytuacja nie poszła na marne.

@Materialmord
Skoncz pierdolic prosze Cie. Zycze Ci tego, ze jak kiedys bedziez leżał na asfalce nie ze swojej winy to mijające Cie osoby będą miały odrobine wiecej ludzkich odruchów niz Ty i zatrzymają sie pomóc bez wzlędu na okolicznosci. Może to Cie czegoś nauczy.
No offnce.
Avatar użytkownika
Vergon
VIP Ścigacz.pl
 
Posty: 3302
Dołączył(a): 24/2/2010, 10:11
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez motoftw » 30/5/2010, 09:41

Przeczytałem całość i daje do myślenia...
Avatar użytkownika
motoftw
Stały bywalec
 
Posty: 1180
Dołączył(a): 5/8/2009, 19:25

Postprzez Invi » 30/5/2010, 10:08

Kris2k napisał(a):
pan_wiewiorka napisał(a):
Invinciblee napisał(a):Co do bliskich - jeśli dziewczyna tak się boi że będzie musiała mnie opłakiwać to niech mnie żuci :lol: Na pewno nie będę się zmieniał w cipkę dla laski.

A zastanowiłeś się nad dziewczyną kogoś, kogo możesz skasować? A pomyślałeś o lekarzach, którzy będą składali Ciebie choć w tym czasie mogliby przydać się komuś, kogo jakiś kretyn potrącił, bo zap***ał przez miasto z prędkością poddźwiękową? Nie odpowiadaj, nie spodziewam się przeczytać niczego sensownego od osoby, której percepcja nie sięga dalej niż 5 cm przed własny nos.

I ja sie podpisuje pod slowami pana_wiewiorki.


Ta... cytat z Misia:

"– Tak mówicie? A gdyby tutaj staruszka przechodziła do domu starców, a tego domu wczoraj by jeszcze nie było, a dzisiaj już by był, to wy byście staruszkę przejechali, tak? A to być może wasza matka!
– Jak ja mogę przejechać matkę na szosie, jak moja matka siedzi z tyłu?"

Zresztą, nigdzie nie napisałem że zapierdalam po mieście czy w innym zabudowanym, raczej przeliczam każdy ruch i jestem pewny każdego manewru.

A jak ktoś jest na tyle głupi żeby chodzić po środku drogi z szybkim ruchem to sam jest sobie winien.

Co do służby zdrowia to nie jest jakaś darmowa armia zbawienia. Sam płacę składki (i to przymusowe) więc mam prawo wymagać pomocy w razie wypadku.

bryk77 napisał(a):Invinciblee, mam coś dla Ciebie. A może już czytałeś..

http://forum.scigacz.pl/viewtopic.php?t=19266&postdays=0&postorder=asc&start=0 (otwórz link)


I oczywiście byliście na miejscu i widzieliście całe zajście. Ciekawe czy sami zdążylibyście ominąć dwie dziewczynki wyskakujące wam przed same koło. I nie mówcie że na wioskach trzymacie 50kmh. Zresztą, w takiej sytuacji nawet te 50kmh to za dużo. Mojego Microna to przynajmniej z daleka słychać i ludzie jak tylko mnie usłyszą to drugi raz się zastanawiają czy pchać się na drogę :twisted:
Avatar użytkownika
Invi
VIP Ścigacz.pl
 
Posty: 6272
Dołączył(a): 15/7/2008, 14:12

Postprzez lonewolf » 30/5/2010, 11:21

Materialmord napisał(a):I dlatego właśnie jakbym ja widział ten wypadek, pojechałbym dalej. Takich ludzi jak ty ( świadomie z małej litery ) nie należy ratować, szkoda na to moich podatków i czasu lekarzy. Palacze, alkoholicy, samobójcy i ludzie tacy jak ty powinni umierać w taki sposób jaki sami sobie wybrali.


Zgadzam się z tym w 100%. Pajac jesteś Bartek21 i tyle. Szkoda, że zmądrzałeś tak późno.
Avatar użytkownika
lonewolf
Bywalec
 
Posty: 588
Dołączył(a): 29/5/2008, 19:48

Postprzez Czester » 30/5/2010, 11:55

Niektórzy po prostu muszą sami wyrżnąć głową w mur żeby przekonać się, że to jednak boli...
Wypadki chodzą po ludziach, ludzie po wypadkach nie zawsze.
Avatar użytkownika
Czester
Administrator
 
Posty: 4649
Dołączył(a): 23/5/2009, 05:14
Lokalizacja: Suwałki

Postprzez Trener » 30/5/2010, 12:14

Cała ta opowieść jest trochę mało prawdopodobna .
YZF R6 2007
Avatar użytkownika
Trener
Stały bywalec
 
Posty: 1198
Dołączył(a): 11/5/2009, 14:14
Lokalizacja: Z pod Kalisza jestem

Postprzez SzpiceR » 30/5/2010, 12:25

lonewolf napisał(a):
Materialmord napisał(a):I dlatego właśnie jakbym ja widział ten wypadek, pojechałbym dalej. Takich ludzi jak ty ( świadomie z małej litery ) nie należy ratować, szkoda na to moich podatków i czasu lekarzy. Palacze, alkoholicy, samobójcy i ludzie tacy jak ty powinni umierać w taki sposób jaki sami sobie wybrali.


Zgadzam się z tym w 100%. Pajac jesteś Bartek21 i tyle. Szkoda, że zmądrzałeś tak późno.



IC STONT (obydwoje)


myslalem ze lonewolf wiecej masz pod kopułą...
Avatar użytkownika
SzpiceR
VIP Ścigacz.pl
 
Posty: 3773
Dołączył(a): 8/8/2006, 18:46
Lokalizacja: Słupsk

Postprzez MaŁy_Bandzior » 30/5/2010, 12:59

Materialmord napisał(a):I dlatego właśnie jakbym ja widział ten wypadek, pojechałbym dalej. Takich ludzi jak ty ( świadomie z małej litery ) nie należy ratować, szkoda na to moich podatków i czasu lekarzy. Palacze, alkoholicy, samobójcy i ludzie tacy jak ty powinni umierać w taki sposób jaki sami sobie wybrali.


Proponuję dorzucić do tej listy buraków i pajaców takich jak ty (oczywiście też z małej litery).
Mów co myślisz , rób co mówisz .

Suzuki Bandit gsf 400
MaŁy_Bandzior
Świeżak
 
Posty: 352
Dołączył(a): 26/2/2010, 20:24

Następna strona


Powrót do Hydepark



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 23 gości




na gr