Dookoła Polski

Gdzie warto wybrać się na motocyklu. Którędy? Jakie drogi wybierać, jakie omijać. Co zabrać ze sobą, a co nie przyda się na pewno.
_________

Moderatorzy: Walenty, andy7, senekkorzenna, Landryss25, kravec, gelo007, Czester, madcap, Bostorn, Miczab, Movi, melvin, Leg1oN, rosiboj, Żmija, Terror, leff

Dookoła Polski

Postprzez ASR1927 » 20/4/2017, 00:04

Cześć, słowem wstępu - w majówkę lub w okresie 1-15 sierpnia planuję samotny kilkudniowy wyjazd dookoła Polski. Termin uzależniony od pogody, bo słyszałem, że w majówkę zbyt ciepło nie będzie.
Konkret: trasa ogólna poniżej. Chciałbym, żeby każdy z Was, kto zna miejsca warte zobaczenia w większej lub mniejszej odległości od pierwotnej trasy, podpowiedział, co jest warte zobaczenia. Każdy pomysł jest dobry, nie ma złych odpowiedzi. Czasu mam sporo, jeśli będzie to majówka, to zamierzam wyjechać 29 kwietnia i nie muszę wracać przed 7 maja. Jeśli sierpień - wolne od 1 do 15. Czas mnie nie ogranicza, dlatego podpowiadajcie, sugerujcie:-)
PS. Nie jestem leniem, szukam sobie miejsc po różnych turystycznych stronach internetowych ale wiecie jak jest - tubylcy znają swoje okolice najlepiej.
Właśnie, apropo "najlepiej". Najlepiej, gdyby każdy post zaczynał się od nazwy województwa i powiatu, żeby miało to jakieś ręce i nogi.

I jeszcze raz - jadę sam, nie ogranicza mnie nic, tak więc nie ma złych podpowiedzi!
Dziękuję, odwdzięczę się zdjęciami z tripu:-)

Obrazek
They won't get me. they won't get me, they will never cease to try!
Avatar użytkownika
ASR1927
Moderator
 
Posty: 1699
Dołączył(a): 21/11/2010, 21:49
Lokalizacja: Wałbrzych


Re: Dookoła Polski

Postprzez Jarod » 20/4/2017, 10:23

Miałem mówić, że pominąłeś całe sudety, które na motocykl są super, ale jeżeli jedziesz z wałbrzycha to pewnie znasz te tereny.
P.S. Zmniejsz fotkę bo się nie mieści i nie widać całego zdjęcia
Jarod
Świeżak
 
Posty: 102
Dołączył(a): 10/5/2015, 09:51
Lokalizacja: Świdnica

Re: Dookoła Polski

Postprzez Czester » 20/4/2017, 10:41

Widzę, że masz w planach Kaliningrad ale bez wizy nie wjedziesz do ruskich. Jak będziesz w Suwałkach to się koniecznie odezwij. Jakby było trzeba to mogę zaoferować nocleg za free w moim nowym domu. Ale jest jeden warunek - będziemy nietrzeźwi :twisted:
Wypadki chodzą po ludziach, ludzie po wypadkach nie zawsze.
Avatar użytkownika
Czester
Administrator
 
Posty: 4572
Dołączył(a): 23/5/2009, 05:14
Lokalizacja: Suwałki

Re: Dookoła Polski

Postprzez ASR1927 » 20/4/2017, 21:45

Czester, liczyłem, że to powiesz :-) Co do Kaliningradu, to tak, wiem, że trzeba mieć wizę - 35ojro bodajże. I dlatego też się zastanawiam, czy jest sens. Nie planuję tam noclegu bo to Rosja :D A dać 35ojro tylko po to, żeby wjechać i wyjechać to mi trochę szkoda... Dziś się wyjasniło, że wyprawa zostaje klepnięta na sierpień, także na pewno zapukam Ci do drzwi i nie z pustymi ręcyma :D

Właśnie Sudety pomijam, znam na pamięć. Zdjęcia zmniejszyć nie mogę, rozjechało mi stronę tak, że przycisk "Edytuj" zniknął. Nie moja wina :D
They won't get me. they won't get me, they will never cease to try!
Avatar użytkownika
ASR1927
Moderator
 
Posty: 1699
Dołączył(a): 21/11/2010, 21:49
Lokalizacja: Wałbrzych

Re: Dookoła Polski

Postprzez Czester » 21/4/2017, 20:47

Hakerskim sposobem przeedytowałem Ci posta i zmniejszyłem obraz ;)

Jak będziesz znał konkretną datę przelotu przez Suwałki, to daj mi znać przed końcem lipca, żebym mógł sobie zaplanować co najmniej dwa dni wolne.
Wypadki chodzą po ludziach, ludzie po wypadkach nie zawsze.
Avatar użytkownika
Czester
Administrator
 
Posty: 4572
Dołączył(a): 23/5/2009, 05:14
Lokalizacja: Suwałki

Re: Dookoła Polski

Postprzez ASR1927 » 22/4/2017, 00:57

Dzięki:-)

Hm, myślę, że jak wyjadę dajmy na to 2 sierpnia rano to wieczorem będę na podkarpaciu. Mam dziadków pod Przemyślem, więc zanocuję tam. Wtedy 3-go pojeżdżę gdzieś tam po okolicy, Bieszczady, Solina itp. 4-go z rana zaatakowałbym Lwów i na północ, nocleg pewnie w okolicach Lublina. Myślę więc, że Suwałki będą jakoś 3-4 dni od daty wyjazdu z Wcha. Puszczę Ci Czester priva z numerem telefonu przed wyjazdem, zgadamy się:-)

Póki co, znalazłem sobie fajną stronę - polskaatrakcyjna.pl - tylko jakoś strasznie dużo kościołów jest a to mnie nie interesuje. I obawiam się, że wielu rzeczy nie ma... Skoro nie ma nawet Zamku Książ w Wałbrzychu a przecież to najbardziej znana atrakcja regionu (oprócz niedawnego Złotego Pociągu - fuck, ale był szał :D ).

Na pewno chcę zahaczyć Malbork, Ciechocinek, Toruń, choć na mapie tego nie widać. To ma być najlepsze w tym wyjeździe - jak zobaczę drogowskaz na coś interesującego albo usłyszę o czymś w knajpie to po prostu tam jadę a jak się zmęczę, to szukam noclegu. Także ludzie, polecać, doradzać, wskazywać, co można w Polszy zobaczyć :D
They won't get me. they won't get me, they will never cease to try!
Avatar użytkownika
ASR1927
Moderator
 
Posty: 1699
Dołączył(a): 21/11/2010, 21:49
Lokalizacja: Wałbrzych

Re: Dookoła Polski

Postprzez Czester » 22/4/2017, 19:58

W okolicach Suwałk warty obejrzenia jest pokamedulski kompleks klasztorny na Półwyspie Wigierskim i stare mosty w Stańczykach. W Wigrach mogę też załatwić za free godzinny rejs na statku kolegi. Zobaczymy, może pożyczę CBF-kę od sąsiada i wyskoczymy na małą wycieczkę.
Wypadki chodzą po ludziach, ludzie po wypadkach nie zawsze.
Avatar użytkownika
Czester
Administrator
 
Posty: 4572
Dołączył(a): 23/5/2009, 05:14
Lokalizacja: Suwałki

Re: Dookoła Polski

Postprzez stareRadio » 26/4/2017, 06:25

na ile planujesz Lwow ? bo jak 1 dzien ( dojechac- pozwiedzac-przespac-wyjechac) to szkoda zachodu. min 2dni samego chodzenia. Dodatkowo przemyslałbym drogę do tego miasta. Droga z medyki lub korczowej jest napewno szybsza niż przez krościenko - chyba ze lubisz jazdę po dziurach i wioskach. Ma to sporo uroku
stareRadio
Świeżak
 
Posty: 443
Dołączył(a): 25/8/2011, 11:57
Lokalizacja: Dębica

Re: Dookoła Polski

Postprzez ASR1927 » 26/4/2017, 11:10

Czester napisał(a):W okolicach Suwałk warty obejrzenia jest pokamedulski kompleks klasztorny na Półwyspie Wigierskim i stare mosty w Stańczykach. W Wigrach mogę też załatwić za free godzinny rejs na statku kolegi. Zobaczymy, może pożyczę CBF-kę od sąsiada i wyskoczymy na małą wycieczkę.


No i to jest konkretna informacja:-)
Statek zawsze spoko, statki są za*ebiste :D
Jak załatwisz moto to jasne, można polatać wkoło komina. Powiedz sąsiadowi, że potrzebujesz między 1 a 15 sierpnia :D

stareRadio napisał(a):na ile planujesz Lwow ? bo jak 1 dzien ( dojechac- pozwiedzac-przespac-wyjechac) to szkoda zachodu. min 2dni samego chodzenia. Dodatkowo przemyslałbym drogę do tego miasta. Droga z medyki lub korczowej jest napewno szybsza niż przez krościenko - chyba ze lubisz jazdę po dziurach i wioskach. Ma to sporo uroku


Domyślam się, że szkoda zachodu na tak krótko ale szczerze, to nie planuję tam nawet noclegu. Postawię gdzieś moto, przebiorę buty, porobię parę zdjęć i spadam. Wiem, że w ten sposób nie zobaczę wielu rzeczy no ale ten trip ma taki właśnie być. Wpaść, wypaść, cały czas w biegu. Naprzód. Żebby zobaczyć jak najwięcej w różnych miejscach.
Na wycieczkę typowo do Lwowa wybiorę się kiedyś samolotem.
Dzięki za info co do dróg! Jak wspominałem, mam niedaleko rodzinę i właściwie kojarzę te drogi tak jakbym był u siebie ale każde info jest cenne:-)
They won't get me. they won't get me, they will never cease to try!
Avatar użytkownika
ASR1927
Moderator
 
Posty: 1699
Dołączył(a): 21/11/2010, 21:49
Lokalizacja: Wałbrzych

Re: Dookoła Polski

Postprzez ASR1927 » 21/8/2017, 21:04

Czołem!

Minęło jakieś dwa tygodnie od powrotu z tripu i jak ktoś byłby zainteresowany to sklecam krótką relację :-)

W skrócie, 9 dni, 4200km (o tysiąc więcej niż planowałem... :D ) a przeżycia bezcenne.
Moto spakowane, gotowe do drogi:
Obrazek

Wystartowałem w niedzielę 30 lipca. Pogoda przepiękna. Z Wałbrzycha pojechałem na południe, przez Kłodzko w stronę czeskiej granicy. Po drodze w niewielkiej miejscowości w powiecie kłodzkim tknęło mnie, żeby zadzwonić do kumpeli, która tam mieszka. Ot tak, jak przelatuję to wpadnę na fajkę. Rozmowa wyglądała mniej więcej tak:
- Jesteś w domu
- Właśnie robię śniadanie. Zrobić dla Ciebie też?
- Rób, będę za pięć minut :D

Także trip zaczął się dobrze, jajecznica, świeże bułeczki, kawa, bajera. Co prawda prawie godzina w plecy ale nieważne. Pojechałem przynajmniej najedzony :-) Do czeskiej granicy miałem od niej jakieś 65 kilometrów, leciało mi się ciężko. Cały czas silny boczny wiatr i tabuny motocyklistów (niedziela...) jadących z naprzeciwka, non stop "lewa w górę" aż w końcu przestałem odmachiwać bo zrobiło się to cholernie męczące. Chociaż czułem się jak ostatni fiut :D Pierwsze zdjęcie z tripu, jeszcze po polskiej stronie, w okolicy Międzylesia:
Obrazek

No i tym sposobem wpadłem do Czech. Już kilka kilometrów po przekroczeniu granicy... zgubiłem się :D Generalnie znam tamte drogi bo latałem tamtędy autem do Bułgarii ale jednak coś zawiodło. Miałem dylemat czy polecieć bardziej główną czy wybrać naprawde pokręcone drogi. Zdjęcia nie mam ale wrzucam poglądowe foto z google maps:
Obrazek

Wybrałem serpentyny. To był dobry wybór mimo bagaży (jechałem pierwszy raz z tankbagiem i zwyczajnie nie byłem go pewny) - na chwile zapomniałem, że je mam i dałem się ponieść także dalej poleciałem z zamkniętymi oponami :-) Z Czech właściwie niewiele jest do opowiadania - ot nudny, czeski krajobraz. Na każdym skrzyżowaniu jest hospudka pełna grubych Czechów z wąsami uwalonymi pianą z pilznera. Co kilka kilometrów stoi motorest, w którym można zjeść to co w Czechach najlepsze - smazeny syr z tatarską omacką i zapić go kofolą:-) Także z ponownie pełnym żołądkiem, walimy już bez postojów na Słowację.
Obrazek

Wiem, jestem średnio fotogeniczny. Ale zdziwiło mnie, że u nas Słowacja to Słowacja, w anglojęzycznym świecie jest to Slovakia, logiczne, prawda? Ale nie, u nich jest to Slovenska Republika! W skrócie Slovensko. W pewnym momencie zgłupiałem gdzie jestem ale pomyślałem "Do cholery, przecież Janosik był słowakiem a nie słoweńcem, więc jest dobrze" :D Jak zwał tak zwał. Słowacja jest piękna. Może nie ta zachodnia bo nie różni się zbytnio od Czech i południowo-zachodniej Polski. Ale okolice Tatr i Pienin... popatrzcie:
Obrazek
Zdjęcie powyżej to most na Dunajcu. Nie udało mi się zrobić dobrego zdjęcia, musiałbym zrobić kilkanaście i jakoś je posklejać. Nie chciałem też zbyt długo tam stać bo z nieba lało się 35 stopni a tuż za mostem stała słowacka ITD za to ja stałem w miejscu niedozwolonym :-) Poniżej foto na jakimś słowackim MOPie. Znawcą nie jestem ale że do granicy daleko nie było, podejrzewam, że to chyba Tatry:
Obrazek
Na Słowacji miałem pierwszy kisiel w majtkach, bo leciałem na całkowitej rezerwie. Pamiętam jak jakieś 6 lat temu mirekm71 z forum powiedział mi, że Fazer przeleci na rezerwie jakieś 70 kilometrów. Kiedy tryb "fuel" (w Fazerze rezerwa wygląda tak, że na wyświetlaczu przebieg tymczasowy tzw TRIP, zmienia się w tryb "F" i wskazuje ile zrobiłeś kilometrów na rezerwie) pokazywał 50km zaczęło mi się robić ciepło. Przy 70km majtki miałem już do wymiany. Za cholerę nie miałem ochoty pchać 200kg + bagaże w 35cio stopniowym upale. Przy stanie 90km dotarłem na stację benzynową już po polskiej stronie. Ciekawostka: wg producenta Fazer zbiornik ma 18 litrów. Zatankowałem 19.2 litra... Poszedłem płacić i jakiś dżentelmen odjechał z dystrybutora nie płacąc za paliwo. Pieprz się, penisie! Pewnie potrąca tym miłym dziewczynom z wypłaty...
Do Polski wjechałem zatem w Chyżnem. Szybko się ucieszyłem, że pojechałem dłuższą drogą niż można było (na foto poniżej) przez Liesek i Witanową. Drogi wojewódzkie 957 i 958 to właśnie to co liczyłem zobaczyć w Tatrach. Nigdy w życiu nie byłem w Tatrach. Widok z tych dróg to istna magia. Takie wielkie góry. Taki ogrom. Piękny jest widok z Lago di Como na Alpy. Corno Grande budzi respekt w Apeninach. Ale Tatry są nasze. Polskie. Nie mogłem się doczekać jak przysiąde w Zakopanem, na Krupówkach z piwkiem w ręce podziwiając tę magię.
Obrazek

I tak też właśnie się stało na koniec tego dnia. Po znalezieniu noclegu (właściciel pensjonatu też motocyklista ale nie pomogło to w uzyskaniu rabatu na nocleg... jedna noc 200zł ;/) szybki prysznic, wciąż gorąco, heja na miasto. Znowu głodny jak wilk, przysiadłem w pierwszej z brzegu knajpie. I to był błąd. Zakopane do tanich nie należy, oczywiste ale to była chyba najdroższa knajpa w całym Zakopanem. Piwo już sobie odpuściłem. Ale na ławeczce jak najbardziej posiedziałem. Nie wiem czy to tatrzańskie powietrze tak na mnie podziałało czy może 550km trzaśnięte "na strzała" ale nie mogłem spać.
Obrazek
Obudziłem się po czwartej a że nie chciałem robić hałasu w ciszy nocnej to leżałem w wyrze wertując fejsbuka czy inną wirtualną polskę. Po piątej prysznic i już byłem na spacerku na Krupówki. Strzał w dziesiątke. Pusto. Żadnych ludzi dookoła. Obszedłem sobie z góry na dół i z dołu do góry bez strachu że ktoś buchnie mi portfel i bez obijania się o turystów. Niemniej jednak Krupówki mnie zawiodły. To nic innego jak ciąg sklepów z futrami i drogimi ciuchami. Czego innego spodziewałem się po tych słynnych Krupówkach...
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Po zjedzeniu śniadania w pensjonacie (przynajmniej za tę cenę było "w cenie" :D), pora była się pakować. Pogoda nieco się popsuła, temperatura spadła do jakichś 27 stopni i przyszło trochę burzowych chmur, więc był to najlepszy moment na zrobienie ostatnich kilku zdjęć i ewakuację. Gubałówka:
Obrazek
Obrazek
Obrazek
W tym miejscu spotkałem się ze szczytem warszawskiego i celebryckiego chamstwa i buractwa. Siadłem tam sobie, zapaliłem fajkę, popiłem Liptonem. Ogólny chill i zaduma. A tu nagle jak nie wpadnie huzaria... Jakaś Octavka kombi, biały T5 z logo TVP i jeszcze jakieś Caddy czy coś. Ogólnie, zatoczka w której stałem była dość niewielka, trzy motocykle by weszły, tak żeby nie wystawać na drogę. Ale że była to jedyna zatoczka to te buraki też musiały tu zaparkować. Zastawili mi moto z każdej strony a jak widać, stoi tyłem do drogi i to jeszcze nieco pod górkę, gdybym chciał cofać. Wypadło z tych aut z osiem osób i zaczęli rozmawiać coś o kręceniu teledysków, że mają już teledyski w Szikago, Los Andżeles i Majami. Przy tym, zupełnie nie zwrócili na mnie uwagi. Jakby mnie nie było. Szlag mnie trafił. Więc rzuciłem do Pana z Telewizji:
- Mało masz pan miejsca w Tatrach, żeby mi moto zastawiać?
- Ale o so panu chosi???
- Ano o to, żeś pan zwykły burak

Nie przeczytacie tego ale powiedziałem wam to w twarz i powtórzę jeszcze raz: pieprzcie się! Przy czym nie użyłem słowa "pieprzcie". Nie śledzę świata celebrytów i nie znam nowych gwiazdek jednego hitu ale powiem wam jedno, żadne z was gwiazdy ale zwyczajne chamy i buraki.
I tym miłym akcentem, wciąż mając przed oczami ten potężny manifest natury, w postaci budowli do nieba, opuszczamy Zakopane. Cel na ten dzień był jednak równie piękny: zielone wzgórza nad Soliną. Tereny mi znane i wielokrotnie odwiedzane z racji pochodzenia rodziców i obecności dziadków. Po wyjeździe z Zakopca, pogoda wróciła do upalnych, bezchmurnych 35 stopni, choć widziałem, że nad Zakopcem leje.
Tego dnia (zaledwie drugiego...) zaczęło się komplikować. Najpierw, posłuszeństwa odmówił telefon - czyli GPS. Kiedy miałem włączoną nawigację i podłączoną ładowarkę okropnie się grzał. Tato (elektryk) mówił, że to dlatego, że takie zapalniczkowe ładowarki mają inny amperaż i to dlatego. Kiedy robił się już bardzo gorący - przestawał się ładować i szybko rozładowywał.
Druga sprawa to, że gdzieś w okolicy Nowego Targu poczułem jakbym kogoś (w sensie jakieś auto) ciągnął za sobą na sznurku. Słabe przyspieszenie i dający się wyczuć opór w przyspieszaniu, oprócz tego metaliczny dźwięk tarcia metal o metal. Hamulce. Obszedłem moto dookoła i znalazłem przyczynę. Klocki z tyłu zaciśnięte na tarczy i zjechane do zera. Tłoczek wypchnięty i nie dający się cofnąć. A ja w środku pola. No nic, klocków już nie uratuję a tarcza... no trudno. W Nowym Sączu kupiłem w motocyklowym sklepie klocki i grzechotkę, bo w zestawie motocyklowym Oxforda miałem tylko rączkę "śrubokrętową" i wiedziałem, że nie odkręcę nią żadnej śruby.
W każdym razie, na Solinę dotarłem.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Jeszcze tego dnia miałem do zrobienia jakieś 150km do dziadków, do noclegu. Po drodze przelot przez Bieszczady. Miejscowi pewnie znają te drogi bardziej. Wielka/Mała Pętla Bieszczadzka.
Obrazek
Po drodze miałem dziką przygodę. Stanąłem sobie pod Biedronką na jakiejś wioseczce. Lody, woda, fajeczka. Tak sobie siedzę na krawężniku przy moto. Podjeżdża rodzinka Passatem B5 FL. Upał. Widzę z daleka, że gościowi dymi się spod maski jak z maszyny do robienia dymu. On też to widzi. Zanim wysiadł, otworzył maskę, wysiadł, podniósł, buchnęło dymem... No i tak zagajam:
- Uuu, chłodnicę wy*ebało
- No już drugi raz dzisiaj

I tak sobie stoimy, psioczymy na upał, na stare samochody, ja już się zbieram do drogi, ubieram się. Kątem oka zerkam na silnik z błyszczącą pokrywą 2.0 TDi i... ku*wa ognisko pod silnikiem! To krzyczę:
- Pali się!
- ???
- Gaśnicę pan dawaj!
Gość spanikował, biega wkoło auta, nie wie gdzie ma gaśnicę. Matka ewakuuje dwójkę dzieciaków z auta i jedno z fotelika. Nie ma szans ich wyciągnąć. Gość krzyczy do mnie czy mam gaśnicę. Tak, ku*wa, zawsze biorę jak jadę na moto ale dziś akurat zapomniałem. Więc pierwsze co mi przyszło do głowy to butelka wody w tankbagu. No i chwyciłem i chluuu po 2.0 TDi. Gościu pobiegł do Biedronki i bez płacenia zabrał 5 litrową butlę mineralki. Ale ugasiłem to już swoją butelką. Dymi się jak cholera, śmierdzi jak cholera. Pomyślałem sobie "W sumie, średni pomysł polewać gorący silnik zimną wodą, mam nadzieje, że nie roz*ebało mu głowicy czy tam bloku. Pora się stąd zwijać :D". Wiecie co jest w tym najgorsze? Że nie odkupił mi wody... :-( a wiecie co jest najlepsze? Że to nie mój Passat :D
I chciałem jeszcze tego dnia wymienić klocki ale dojechałem bardzo późno, zmęczony, z bolącą dupą. Wymiana klocków przestawiona na jutro. I od tego właśnie zacząłem dzień:
Obrazek
Mega super świetny zestaw narzędzi MOTOCYKLOWYCH okazał się na tyle motocyklowy, że zabrakło mi nasadki 13tki i skończyło się pożyczaniem kluczy od dziadka. Grzechotkę zatem kupiłem niepotrzebnie no ale kiedyś tam się przyda.
Tego dnia planowałem zaliczyć najbardziej emocjonujący dla mnie punkt. Lwów. Oczywiście dalej było 35 stopni, więc stwierdziłem, że pojadę bez kurtki, w samych motospodniach. Nie był to do końca dobry pomysł, bo 250km w dwie strony przyprawiły mnie o... opaleniznę "na budowlańca". Nadgarstki blade bo rękawice, przedramiona czerwone, bliskie poparzeń i bicepsy też blade bo rękawy koszulki... No ale od początku.
Obrazek
Obrazek
Ukraina. Lwów. Za wschodnią granicą cywilizacja się kończy. Ukraińcy nie słyszeli o przepisach ruchu drogowego. O asfalcie też nie. Na ulicach co chwila daje się słyszeć klakson, na który nikt już nie reaguje.
Obrazek
Po minięciu granicy trafiłem na rondo. Na rondzie były trzy zjazdy. Jednym wjechałem ja, pierwszy zjazd miał drogowskaz na miejscowość na którą miałem się kierować, więc tym zjazdem zjechałem. Po 300 metrach asfalt się skończył. Myślę "No nic, może remontują, zdarli kilometr asfaltu, przeżyję". jechałem tą potworną żwirówką jakieś 25 minut z prędkością 15km/h, bo szybciej się nie dało. Wszystkie plastiki się trzęsły. Jazda jak po torach kolejowych. Jechało jakieś auto z naprzeciwka, zatrzymałem gościa i pytam:
- Panie, a taka droga to ile jeszcze?
- Uuu, ze dwatcyt kilometer
- Ile?! Dwadzieścia?!

No nie, to zawracam. Wrócę do tego ronda i zjadę tym drugim zjazdem. Nadrobię drogi ale pojadę po asfalcie i i tak będę szybciej niż tędy. No i wracam, 25 minut 15km/h po torach kolejowych. Jest rondo, asfalt, nareszcie. Zjeżdżam drugim zjazdem, ujechałem trzysta metrów i... to samo. Brak drogi, dziury w tej żwirówce jak leje po bombach. Ale tu było jednak lepiej. Dało się jechać 40km/h. Czułem się jak kierowca na Dakarze, omijanie wertepów, co chwila stałem na podnóżkach, żeby oszczędzać plecy. Po minięciu dwóch wiosek pojawił się lichy asfalt i parking ze studnią z pitną wodą. Oczywiścię, że przystanę. Jedno wiadro wody wylałem na siebie a drugie wypiłem. Z lasu dookoła słychać strzały z AK (bardzo charakterystyczne, kto słyszał ten wie) i wystrzały z czołgowych armat. Myślę, "Ku*wa, niemożliwe. Donieck?!". Okazało się, że wjechałem na poligon. Ale ale! To nie jest jak u nas, że jest zakaz wjazdu, ostrzeżenia w czterech językach. Przy drodze jest tylko szlaban, który czasem zamkną na ćwiczenia, czasem im się zapomni.
Niestety, sowieckie sołdaty nie pozwoliły zrobić mi zdjęcia z bliska. Zresztą, tego zdjęcia też nie pozwolili :D "Niet, eto wajskowa technologija". Ale za to Wania pozwolił pooglądać, wejść do środka, pokręcić wieżyczką:-) Dużo przy tym opowiadał i pokazywał ale niewiele rozumiałem.
Obrazek
Czy ktoś z szanownych patriotów paradujących w skarpetkach z logiem Polski Walczącej, wie co to za jegomość stoi na pomniku za moimi plecami? Podpowiem: jest tam napisane :D
Obrazek

Srajtaśma z Putinem wygrywa dzisiejszy dzień :D
Obrazek
Ten po lewej, z czarnobiałym skrótem sześć liter to PTN PNH. Oznacza mniej więcej tyle co "PuTiN Paszoł Na H*j". Jesteż slogan "Putin Huilo" i jest jeszcze bardziej prozaiczny - Putin Ch*j:-) Ale o tym dalej. Poniżej:
Obrazek
Obrazek
Obrazek
W tej niepozornej kamienicy, za tymi drewnianymi drzwiami z lufcikiem i za tym lichym regałem z książkami znajduje się Kryyivka - najbardziej odjechana knajpa jaką w życiu widziałem. Za drewnianymi drzwiami stoi Wołodia z kałachem. By zostać wpuszczonym trzeba... podać mu hasło (nie zdradzę wam, może będziecie mieć przyjemność odwiedzić to Wołodia pośmieje się i z Was :-) )! Pierwsze co przyszło mi do głowy to "bohatir sowieckiego sojuza!". Wołodia był nieco zaskoczony ale tak go to rozbawiło, że zdradził mi hasło i wpuścił.
Kryjówka, bo tak nazywa się knajpa, przenosi odwiedzających w świat UPA i konspiracji. Tutaj zrozumiałem głupotę mojego hasła, bo UPA to nacjonaliści i raczej Sojuza i komunistów nie lubili:-) Wszystko pochodzi z epoki, bądź jest stylizowane. Nie ma kelnerów, są aktorzy którzy grają szyfrantów, szpiegów, kurierów, powstańców. Dookoła stoją radiostacje, leży broń, walają się gazety z epoki. Nawet menu jest w formie ówczesnej gazety. Wyjście z knajpy prowadzi przez "bunkier". Podziemne, olbrzymie pomieszczenie pełne szpiegowskiego sprzętu.
Mega polecam!
Strawopis, czyli menu:
Obrazek
I kilka fotek z wnętrza:
Obrazek
Po lewej:
Obrazek
Istnieje piwo, które nazywa się "Putin Huilo" :-)
Obrazek
Nie pytajcie...:
Obrazek
No i jakieś tam bohatiry:
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Następnego dnia pora była opuszczać malownicze podkarpacie, żeby jeszcze dziś znaleźć się w krainie wielkich jezior.
Obrazek
Tak, tak, Czester! Zmierzam do Ciebie! :D
Upał w dalszym ciągu nie odpuszcza. Nie do końca to miałem na myśli, modląc się przed wyjazdem o pogodę:-)
Po drodze miałem pierwsze dwie niebezpieczne sytuacje. Pierwszy raz, kilka kilometrów od dziadków. Lecę sobie grzecznie 120km/h a zza zakrętu wypada kombajn z całym tym lemieszem na szerokość całej drogi. No zmieli mnie. Na szczęście Pan Rolnik szybko ogarnął sytuację i w mgnieniu oka odbił na pobocze. Dziękuję, Panie Ogarnięty Rolniku! Druga sytuacja była jakieś 150km przed Białymstokiem. Ruszałem z parkingu skręcając w prawo, więc patrzyłem tylko w lewo. Wyjeżdżałem zza stojącego TIRa, więc nie widziałem co się dzieje z prawej. Lewa wolna, więc ruszam jednocześnie zerkając jeszcze w lewo i w ostatniej chwili odwróciłem głowę w prawo. Renault Traffic wyprzedzał TIRa i był na moim pasie, kiedy ja chciałem się włączyć. Prędkość na oko 120km/h, ja może 5km/h. Poczułem jak jego lusterko otarło się o moje ramię/bark. To były nanosekundy i centymetry. Gdybym ruszył nanosekundę wcześniej, pisałbym to ze szpitala albo w ogóle bym nie pisał. Serce w gardle no ale lecimy dalej.
Dalej po drodze, nie pamiętam już gdzie ale na jakimś przejeździe kolejowym spotkałem dwóch chłopaków na moto. Po krótkiej gadce wyszło, że też lecą dookoła Polski. Chłopaki z Raciborza, pozdro! Mam nadzieję, że też daliście radę! W sumie to nie pamiętam już, czy spotkałem ich na trasie Podkarpacie-Suwałki czy Suwałki-Hel. Ale chyba właśnie Suwałki-Hel bo coś kojarzę, że skręcaliście przed Trzebiatowem ale ręki sobie uciąć nie dam. Nieważne, i tak pozdro. Na Suwałki dotarłem w takim stanie:
Obrazek
Padnięty, wykończony. Na szczęście szybko zaopiekował się mną ten dżentelmen:
Obrazek
Obrazek
Oraz jego przeurocza małżonka. Czester, przekaż jeszcze raz serdeczne pozdrowienia i całusy! Mam nadzieję, że wybaczysz mi, że wrzucam tu zdjęcie ale to najpiękniejsze co widziałem na tripie, więc muszę się pochwalić:-)
Obrazek
Żeby opowiedzieć wszystko, co dzięki Czesterowi widziałem na prześlicznej Suwalszczyźnie, musiałbym stworzyć osobną relację. Postaram się jednak po kolei, powoli... co prawda, jest już 21:30, piszę to od dwóch godzin (trzeźwy jak pies) a jutro wstaję o 5:00 no ale...
Zaczęliśmy od rejsu statkiem:
Obrazek
Statek ten, to jedyny statek który pływa po Wigrach. Został zbudowany ze starego holownika po to aby Jan Paweł II mógł popływać statkiem po Wigrach. Teraz, służy jako statek turystyczny. Niedługo potem spacerowaliśmy już po magicznym dziedzińcu pokamedulskiego klasztoru:
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Wizyta w marinie:
Obrazek
I coś za czym będę tęsknił, chociaż wszystkiego nie zjadłem. Kartacze;-)
Obrazek
A wieczorem, grzech nie napić się piwka nad jeziorem:-)
Obrazek
Tak zakończyliśmy pierwszy dzień na Suwałkach. Następnego dnia mieliśmy jechać na narty wodne. Mieliśmy, bo ja pomimo stanu upojenia a więc teoretycznego przyrostu odwagi (lub brawury) nie dawałem się namówić. Finalnie, pojechaliśmy. Chwalić za bardzo nie ma się czym, bo nie udało mi się ustać na nartach dłużej niż 20 metrów (Czester, jeśli naciągam, to mnie popraw :D ). Mówiąc suwalską gwarą - nie miałem tołku :D Ale mogę wam za to pokazać imponujący ośrodek Szelment. Jest wszystko. Narty wodne i wyciąg narciarski:
Obrazek

Kolejny dzień spędziliśmy pod znakiem latania po okolicy i zakończyliśmy go nad miejscem, gdzie zakochałem się w Suwalszczyźnie. Jezioro Gałęziste:
Obrazek
Obrazek

No i znowu w drodze. Lecąc na Hel zahaczyłem właściwie niewiele. Giżycko twierdza Boyen:
Obrazek
I Westerplatte:
Obrazek
Będąc w Jastarni zacząłem dzwonić za noclegiem. Więc zacząłem pisać w google "Noclegi Hel, Noclegi Jastarnia, noclegi Krynica, noclegi Władysławowo, noclegi Gdynia". Obdzwoniłem każdy jeden nocleg który wypluło google. Nigdzie nie ma miejsc. Nawet Gdynia, Hotel Mercure, potężny obiekt - wszystkie pokoje zajęte. Trochę zacząłem się niepokoić bo się ściemniało i padał mi telefon. Wszystko to zaczynało pachnieć noclegiem na plaży. Postanowiłem lecieć dalej na zachód, docelowo do Rewala. Na pożegnanie Jastarnii:
Obrazek

Szczęśliwie udało mi się znaleźć spanie w Słupsku. Nawet fajny pensjonacik, śniadanie w cenie. Także, domki w Słupsku, słomki w d... no:-)
Obrazek

Po śniadaniu ruszyłem na Rewal. Dotarłem bez przygód, poza tym, że złamał mi się uchwyt na telefon... chińskie gówno z allegro. Kupiony specjalnie na ten trip, nigdy wcześniej nie używany. Ale w zachodnio pomorskim to ja jestem jak u siebie, więc navi mi już niepotrzebne. No i jeszcze to, że w pewnym momencie pogoda mnie pokonała. Rozpadało się jakby ktoś wylewał z wiadra. Na szczęście popadało tak tylko 15 minut więc profilaktycznie schowaliśmy się pod wiatę:-)
Obrazek
Nocleg znaleziony bez problemu, zabukowany na dwie noce, więc pora na plażę:-)
Morze. Jakie jest każdy widzi. Pytanie, czy każdy widzi to samo. Dla mnie to bezkres marzeń. Potęga natury. Nieskończonosc możliwości i czarna dziura niewykorzystanych szans. Tylko jedno zdjęcie. Bo nie trzeba więcej. Bo Zakopane zapiera dech w piersiach. Bo Mazury urokliwe a Suwalszczyzna urzekająca. Ale nic nie równa się z momentem, kiedy wspinasz się po wydmach, słyszysz szum morza, czujesz jego zapach, jeszcze go nie widzisz ale serce już wyskakuje z piersi. I w końcu jest. Łezka...
Obrazek

A, no i jest jeszcze to:-)
Obrazek

I to by było na tyle z wyprawy. Mam nadzieję, że nikogo nie zanudziłem i chociaż jeden czytający dobrnął do końca tej opowieści. Jestem zadowolony, że udało mi się pojechać. Że udało się wrócić. Że widziałem to co widziałem i przeżyłem to co przeżyłem. Że poznałem wspaniałych ludzi. Czester, zaproszenie w góry jak najbardziej aktualne, wraz z małżonką. Drzwi macie zawsze otwarte!
Myślę, jak to przebić za rok:-) Póki co, z tripu zostało mi trochę kasy, trochę jeszcze z kieszeni wykopię i w piątek 25.08 jadę do Wenecji ale to już autem. Nie wiem czy to nie jeszcze bardziej wariacki trip, bo 2000 kilometrów w dwa dni no ale raz się żyje:-)

Dziękuję za uwagę:-)
They won't get me. they won't get me, they will never cease to try!
Avatar użytkownika
ASR1927
Moderator
 
Posty: 1699
Dołączył(a): 21/11/2010, 21:49
Lokalizacja: Wałbrzych

Re: Dookoła Polski

Postprzez Czester » 23/8/2017, 14:58

Aleś się rozpisał :) Miło nam było Cię gościć. Dziękujemy za zaproszenie, może kiedyś jak czas pozwoli wybierzemy się w góry, to zawijamy na pewno. W razie potrzeby u nas również masz zawsze drzwi otwarte. Pozdro!
Wypadki chodzą po ludziach, ludzie po wypadkach nie zawsze.
Avatar użytkownika
Czester
Administrator
 
Posty: 4572
Dołączył(a): 23/5/2009, 05:14
Lokalizacja: Suwałki


Powrót do Turystyka motocyklowa

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

na gr