Zobacz wątek - Bałkany 2012 - Kosowo, Macedonia, Albania
NAS Analytics TAG

Bałkany 2012 - Kosowo, Macedonia, Albania

Gdzie warto wybrać się na motocyklu. Którędy? Jakie drogi wybierać, jakie omijać. Co zabrać ze sobą, a co nie przyda się na pewno.
_________

Bałkany 2012 - Kosowo, Macedonia, Albania

Postprzez Artur_ » 10/12/2012, 11:13

Czas powspominać, na razie to, co już napisane (uwaga, długie!).

Ruszyło nasz sześciu, wróciło pięciu. Ale powoli, po kolei ;)
Wyprawę nazwaliśmy SZARPANINA 2012. Skąd nazwa wyprawy?. Otóż winne jest kodowanie polskich znaków CP1250, które z nazwy celu naszej wędrówki, pasma górskiego Szar Płanina wycięło literkę ,,ł”, a co zostało – widać jak na dłoni :wink: Tak już zostało :wink:

Zestawy podróżne:
Artur - Yamaha XT600Z Tenere
Adam - Suzuki DRZ400S
Kamil - Honda XL600V Transalp (z mocno zmotanym zawiasem, bo standard szybko by popłynął)
Oskar - KTM 690 Enduro R
Tomek - Yamaha XTZ 750 Super Tenere
Mariusz (Mario) - Yamaha XTZ660 Tenere

Po półrocznych intensywnych i całkiem sprawnie idących przygotowaniach, od 14 lipca (dnia startu) wyprawie, nazwanej z po trochu z przypadku, SZARPANINA 2012 - zaczął towarzyszyć pech. Starannie przygotowane motocykle zaczęły stroić srogie fochy (zerwane gwinty, zatkane pompy hamulcowe, szwankująca elektryka, przepalone od wydechów bagaże, cieknące simmeringi, itd.). Pierwszy problem jeszcze przed startem - u Kamila coś nie zagrało z zamontowaną na garażowe patenty sakwą, przez co nieco się spóźnił (choć to u niego normalne ;-) ). W KTM Oskara pojawiło się dziwne skrzypienie w zawiasie, gdzieś w okolicy kiwaczki. A przecież jeszcze nie ruszyliśmy! W końcu jednak, z lekkim poślizgiem skierowaliśmy się ku pierwszym celom asfaltową dojazdówką, która z założenia miała być nudą do odbębnienia.
Pierwszy większy nieplanowany postój czekał nas na Węgrzech, gdzie w centrum miasta (na szczęście), ruszając spod świateł zostawiliśmy w tyle Tomka na XTZ 750. Wrzuca bieg, a tam echo - silnik wyje, sprzęgło działa, ale motocykl nie jedzie. Po zepchnięciu na pobocze i rozkręceniu osłony wałka szybko okazało się, że zębatka zdawcza nie siedzi na swoim miejscu. Niestety jak się później okazało podobnie było u mnie w XT600 - to, że był luz na zębatce wiedziałem, ale myślałem, że tak ma być (w KLE jest luźna, ale jest inny system montażu), a przed wyjazdem nie zdążyłem sprawdzić tego elementu. Gwint pod nakrętką był już płaski, więc nawet się nie brałem za wymianę zębatki na terenową, tylko szukałem spawacza celem jej zabezpieczenia. Tomkowi się udało - zębatka z łańcuchem spadła na postoju w cywilizacji. Nie chciałbym takich atrakcji np. na stromym podjeździe, gdzieś głęboko w górach. W transalpie natomiast nagle zaczęło brakować prądu. Szybki pomiar uzwojeń i werdykt - brak ładowania, uszkodzony regler. Na szczęście Adam zabrał ze sobą chiński zamiennik do DRZ (miał wcześniej u siebie problemy i jeździ na dorobionym polskim patencie, podobno dużo lepszym niż oryginał, czy chinki). Po zmostkowaniu kilku przewodów (w trampku jest kilka przewodów więcej na wyjściu) przeszczep się powiódł i działał do samego końca perfekcyjnie. Nie obyło się również bez pierwszych gum.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Przemyślane i wytrenowane rozstawienie motocykli w szyku okazało się bezsilne na serbskich i kosowskich trajektoriach i przy tamtejszsym temperamentnym jeżdżeniu. Tracki i mapy, te papierowe i te elektroniczne, kompletnie pogubiły się w bałkańskich realiach i wyprowadzały całą szóstkę już to na urwiska, już to na drogi, które ,,so wremieni rata'' (niedokł. z serb.: z czasów wojny) prowadziły wyłącznie do byłych posterunków, okopów, stanowisk strzelniczych, czy innnych transzei (spróbujcie w nich zawrócić motocykl!).

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Różne żądliste owady wpadały pod kurtki i nierzadko zostawiały tam swoje, jak nie żądła, to przynajmniej odnóża przyprawiające o paskudne swędzenie. Do tego Kosowo, wyśniona kraina dzikości, swobody i bezludzia okazała się dynamicznie rozwijającym krajem, zorganizowanym, zagospodarowanym i czystym (!), gdzie przy stojących choćby minutę motocyklistach natychmiast zatrzymywali się miejscowi mówiący po polsku lub też policjanci (z pytaniem, czy czegoś nam czasem nie potrzeba?), a górskich szutrówek doszukiwać trzeba się było nierzadko po wielogodzinnym krążeniu i wypytywaniu lokalesów w łamanej niemczyźnie ,,schotter? schotter? dort?''. Jakby tego wszystkiego było mało, trzy drobne gleby, połamany handbar, ,,paciak'' w przednim kole, zerwany paznokieć przygnieciony 240-kilogramową Yamahą ST, połamany namiot oraz gremialny półdniowy niezły kac (to - wbrew pozorom - też wina kosowkich realiów, gdzie za nocleg na półdziko płaci się... przymusowym porannym spożyciem rakiji z gościnnymi lokalesami) sprawiły, że po cichu coraz częściej nazywaliśmy się ,,Poszarpańcami'', upragnioną stolicę kosowskiej Gory - miasto Dragash i pobliską wieś Brod, leżące u podnóża Szar Płanina, osiągnęli nie trzeciego ale dopiero piątego dnia wyjazdu, po przejechaniu 1500km...

Obrazek
Obrazek
Obrazek


Przy okazji jednej z napraw, koło niewielkiego warsztatu typu ,,Gumiserwis'' czy też ,,Pneuserwis'', wymieniliśmy niektóre zębatki i opony na nieco bardziej górskie. Kilkadziesiąt kilometrów dalej nadmiarowe opony zostały skrzętnie ukryte w krzakach i przyrzucone sporą warstwą trawy i gałęzi (no bo po co to wozić, a jeszcze mogą się przydać, np. w drodze powrotnej). Pomoc dużego kompresora przy układaniu nowych gum na felgach okazała się nieoceniona. Przy okazji reanimowaliśmy kulejącą pompę i zacisk tylnego hamulca w super tenerze. Okazało się też, że uklepany gwint na wałku zdawczym w xt600 uniemożliwia wymianę zębatki. Jakby tego było mało na najbliższej stacji babcia Teresa nieopatrznie zostaje zatankowana... olejem napędowym. Na szczęście dzięki szybkiej reakcji obsługi (krzyki "eurodiesel! eurodiesel!) jest to tylko 2.5l, więc po domieszce kolejnych 17.5l zielonej benzyny (ile to ma oktanów??) spokojnie ruszamy w dalszą trasę. Tak więc chwilowo mamy w szyku XT 600D Ténére, zostawiającą za sobą smród niczym stary Ikarus.
Obrazek
Obrazek

Granica z Kosowem przekroczona została nieco późno i z lekkim stresem, gdy się okazało, że XT600 miał mieć przegląd w... maju :shock: . Obóz rozbity został przy jeziorze Gazivode, przypadkowo niemal na czyimś podwórku. Następny dzień, można powiedzieć tradycyjnie ;), zaczęliśmy od usuwania usterek w motocyklach ;)
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Obóz w Brodzie, rozbity tego dnia nie o zmroku, ale już wczesnym popołudniem mocno poprawił humory - co tu duzo gadać - trochę już zszarpanym jeźdźcom. Górski potok, w którym kąpiel była czystą (dosłownie) przyjemnością, świeża woda z górskiego źródełka oraz pachnące ,,piffko-i-pieczyffko" z pobliskiego sklepu to główne czynniki motywujące pozytywnie, których większość z nas, mieszczuchów na co dzień nie docenia.... Pranie, suszenie i ognisko, a przede wszystkim upragnione dwie godziny leżenia na zielonej trawce w cieniu dwu-i-pół-tysięcznych szczytów...

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

... no i w końcu (niestety/nareszcie* - niepotrzebne skreślić) trzeba jechać w góry! SZARPANINĘ czas zacząć! I to jeszcze tego samego dnia! Przecież ze względu na opóźnienia w Brodzie spędzić można było tylko dwa (z zamierzonych trzech lub czterech) dni, a celów do zaliczenia było całkiem sporo. Tegoż popołudnia, spośród poszarpanych zwłok zalegających gorańskie cudne manowce (których nie powstydziłby się sam E.Stachura, manowców znaczy się, nie zwłok), udało się wykroić i poskładać trzy względnie żywe organizmy, z których dwa (trzeci poległ już po paru kilometrach od kolejnego żądła czegoś dużego żółto-czarnego oraz od bezpieczników we własnym motocyklu), udały się na wycieczkę do wsi Restelica i leżący za nią punkt styku trzech granic: Kosowa, Albanii i Macedonii. Niekończące się kręte szuterki wśród połonin, zachód słońca i wjazd na blisko 2000 m npm. to było dokładnie to, na co liczyliśmy planując tę wyprawę...
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

... może oprócz kolejnego paciaka, który ,,prawem nieszczęść i jastrzębi'' spadł na nas dokładnie na pół godziny przed zmrokiem i to w tzw. czarnej d...
Krótki film z kosowskiego popołudnia: http://www.youtube.com/watch?v=-HF9UrRTOHA
Ale tu akurat pech zaczął się wycofywać ze swoich umocnionych i porządnie okopanych pozycji, więc wymiana dętki zajęła nam mniej niż 10 min. Co presja, to presja, a co trening to trening; najlepszy zatem jest trening pod presją ;) Zjazd do okolic - nazwijmy to ,,cywilizowanych'' - udał się jeszcze przed zapadnięciem zmroku, a jedynym problemem tego dnia okazał się... brak piwa w miasteczku, zdaje się ze względu na rozpoczynający się muzułmański post ,,Ramadan'' (lub jak wymawiają to w Albanii - ,,Ramazan''). Ale obyśmy do końca życia tylko takie problemy mieli :) Zwłaszcza że po tym zdarzeniu pech nie odważył się już do nas powrócić...
Obrazek

Szósty dzień wyprawy oprócz gwoździa w jednym z tylnych kół (z samego rana, tradycyjnie), odkrył wreszcie przed nami to, co pasmo Szar Płanina ma w najlepszego. Po 3-godzinnym błądzeniu wśród lokalnych wiosek po bocznych drogach, które okazały się dobrze zaasfaltowane, i po głównych drogach, które okazały się zapomnianymi wysypanymi tłuczniem traktami, trafiliśmy w końcu do Parku Narodowego Szar Płanina.

Obrazek
Obrazek
Obrazek

Wyjazd z wioski Zapluzje, do pobliskiej Struzhje szybko zaprowadził nas pod tablicę informującą, że w tym miejscu zaczyna się teren Parku Narodowego. Ale jak to - nie ma kas z biletami? ogrodzeń i szlabanów? służby leśnej? parkowej? lokalnej organizacji przewodników i fiakrów? opłat za parking? Jakoś tak nie ,,pa polski''.... I BARDZO DOBRZE! W końcu po to wyprawa doszarpała się aż tutaj. W tak pięknych okolicznościach przyrody i niepowtarzalnej, znalezienie drogi, pełnej piaszczystych winkli i paskudnych kamieni, która wyprowadzała na główną grań Szar Płanina - granicę Kosowa i Macedonii było już tylko kwestią czasu. O godz. 14.30, po podjeździe na prawie 2500 m.npm. czterech z nas stanęło na szczycie Skarpa (wg innych map - na szycie Maja). Porównanie z wjazdem na tatrzańskie Rysy nasuwało się samo, ale o ileż przyjemniej i spokojniej, no i przede wszystkim motocyklem!

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Ostatni odcinek podjazdu: https://www.youtube.com/watch?v=3heSGUG3umU

Dwie godziny później zmordowani ale szczęśliwi popijaliśmy kawę i pogryzali arbuzy w towarzystwie kosowskich motocyklistów, którym jazda w kaskach i na zarejestrowanych maszynach wydawała się czymś - delikatnie mówiąc - niecodziennym... Z ich opowieści wynikało, że nasza ekipa przypadkiem tylko uniknęła problemów z częstymi w tych rejonach watahami zdziczałych i głodnych psów, brrr..... Może pomińmy ten fragment...
Obrazek


Obóz w Brodzie żegnaliśmy z lekkim deszczem żalu na twarzach, ale jak to mawiał Sancho, giermek Don Kichota: ,,naprzód w drogę po nowe guzy!''. Zostawiając Brod za plecami, w Dragash wprosiliśmy się jeszcze do pewnej firmy komputerowej, gdzie zrobiliśmy zapasowe kopie zdjęć i filmów. Szybka kawa i znów siodła motocykli odciskały wzorki na naszych... spodniach.

Obrazek
Obrazek

Droga do Prizren zabijała upałem, przeciskanie się przez zatłoczone miasto też do przyjemności nie należało. Krótki postój w centrum, kilka zdjęć pod obiektami najbardziej charakterystycznymi dla Kosowa, tj. meczetem i pomnikiem bojownika UCK, drobne zakupy.

Obrazek
Obrazek
Obrazek

W północną część gór Szar Płanina, tym razem asfaltowymi serpentynami przez kurort Brezowica, wjeżdżaliśmy chłonąc każdą coraz to chłodniejszą cząstkę tlenu.

Obrazek
Obrazek

Granica Kosowa i Macedonii w okolicy Globocica i Jazince jest wyjątkowo niewyraźnie oznaczona. Na efekt nie trzeba było długo czekać; jeden z jeźdźców zapragnąwszy w krzaki na sikundę wrócił w towarzystwie radiowozu kosowskich pograniczników pod zarzutem próby nielegalnego przekroczenia granicy (!) Jakby tego było mało, policjant zaczął sprawdzać nasze dokumenty. Tutaj pojawił się temat znany z kilku for internetowych pt. "dodatkowe ubezpicznienie OC w Kosowie". Nam na granicy kazano jechać dalej, więc przekonani słusznością słów agentki PZU (tłumaczyła, że na 100% nasze OC tam działa) nawet nie podejmowaliśmy prób szukania agencji ubezpieczeniowej. Niestety "pomysłodawca akcji" z policją, w gorączce pakowania, zapomniał ze sobą zabrać zielonej karty. Udało się jednak przekonać pograniczników, że ubezpieczenia nie trzeba. Ba! Nawet zielonej karty nie trzeba! A tak serio to liczyliśmy na litość i mieliśmy kupę szczęścia - skończyło się na upomnieniu, więc już przez grzeczność nie pytaliśmy, którą część ciała nasz bohater wystawił za granicę jako pierwszą... Szczęścia zabrakło po przekroczeniu granicy - Macedońscy urzędnicy nie dali już sobie wmówić, że bez zielonej karty można. Krótka przechadzka w towarzystwie policjanta do pobliskiej kanciapy (niby agencji ubezp.) obsadzonej przez dwóch młodych cwaniaczków i portfel chudszy o 50 ojrasków :-/
Po noclegu w okolicach wioski Strezimir w Parku Narodowym Mavrovo, spotkał nas jeden smutny, niestety, moment - Tomasz, który od kilku dni narzekał na stłuczony palec u nogi (powoli przestał się mieścić w obuwiu), zdecydował się wracać do domu. Szkoda, ale cóż, bez obsługi tylnego hamulca trudno byłoby mu zjechać z asfaltu... Na szczęście droga powrotna do Polski zajęła mu tylko półtorej doby.

Obrazek

A reszta z nas tymczasem odmeldowała się w przygranicznej strażnicy, zostawiła tam część sprzętu i dalej, już na lekko rozpoczęła podjazd pod Golem Korab, najwyższy szczyt Albanii i Macedonii. 25 km górskiej drogi, w trakcie których pokonaliśmy różnicę wysokości ok. 1000m, dostarczyło nam sporo wrażeń, z kilkoma glebami i złamaną klamka włącznie.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Na niewielkim plateau, na wysokości 2150m.npm. pozostawiliśmy motocykle, ubraliśmy górskie buty i ruszyliśmy w stronę szczytu. Właściwie ,,w stronę szczytu'', bo rychło okazało się że nie do końca wiadomo, który z wierzchołków jest ten ,,naj''. Grupa macedońskich turystów ruszająca z tego samego plateau uparcie wskazywała jeden z nich, zaś ze zdjęć i prowadzących szlaków wynikało, że to zupełnie inny wierzchołek. Podzieliliśmy się zatem na dwa zespoły i w wyniku pomyłki, zamiast jednego szczytu Golem Korab, wyprawa SZARPANINA 2012 zdobyła... dwa szczyty, ten właściwy - 2763m, oraz tzw. Mały Korab, niewiele niższy i odrobinę bardziej urwisty.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Zejście do motocykli (nie obyło się bez drobnych awarii sprzętu ;-) ) pozostawionych na plateau oraz zjazd nad jezioro Mavrovo były przy tym relaksem i odpoczynkiem . Kąpiel w jeziorze i sączenie piwa o zachodzie słońca - tym bardziej.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Na pożegnanie z Macedonią zapuściliśmy się w okolice wsi Galicnik i Lazaropolje, w rejonie Mavrova, aby zakosztować jazdy malowniczymi połoninami, pośród pastwisk i bacówek. Po dwóch godzinach spokojnego toczenia się przez nieźle utrzymane i oznaczone szlaki turystyczne, asfalt pod kołami prowadzący do przejścia granicznego w Debar okazał się niemiłym zgrzytem estetycznym. Na pocieszenie powiedzieliśmy sobie, że Albania i jej ,,asfaltowe bezdroża'' są już bardzo blisko.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Po wjeździe do Albanii szybko skończył się asfalt, a trasa prowadząca na zboczu stromej góry, w pierwszych chwilach, mimo pięknych widoków, kazała się nam mocno skupić na odpowiednim torze jazdy.
Film: http://www.youtube.com/watch?v=z5tSOlT6DhY (otwórz link)

Ostatnim punktem, w którym na dłużej rozbiliśmy obóz, była przełęcz Qafe Murres (czyt. Ciaf Mur). Jest to ponoć dogodny punkt wypadowy do Parku Narodowego Jezior Lura - kilkunastu polodowcowych ok i oczek wodnych, leżących blisko 2000m npm., ponadto - jak wieść gminna niesie - pilnie strzeżonych przez rysie i niedźwiedzie.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Po przekroczeniu granicy oraz po krótkim i niespecjalnie męczącym przejeździe przez Peshkopi, rozbiliśmy obóz w niewielkim sadzie, opodal równie niewielkiego strumyczka. Niestety, zaplanowany na kolejny dzień 45-kilometrowy podjazd pod zjawiskowe jeziora Lura przerósł umiejętności i możliwości Poszarpańców, zarówno ze względu na fatalną orientację w tamtejszej plątaninie dróg i ścieżek, jak i na ciężki teren, w którym ryzyko ciężkiego uszkodzenia maszyn lub ich kierowników okazało się zbyt znaczne. Miłym przerywnikiem tej nomen omen ,,szarpaniny'' była kawa i świeże mleko zaserwowane przez gościnnych baców w dolinie, której uroda przewyższa nawet te z plenerów Władcy Pierścieni.
Obrazek

Wieczorem doszło do nas, że baca najpierw zwierzę wydoił, później lekko przepłukał kubki, wyparzył je w ciągle gotującej się wodzie, a na końcu z tej wody zrobił nam kawę :shock: Mniejsza z tym, wszystko było wyborne ;) Innych przerywników było wiele - to prostowanie gmoli, czy handbarów, to na złapanie oddechu, to spoglądając w kilka map jednocześnie na naradę z serii "którędy teraz?". Tego dnia powracaliśmy bez tarczy, po pokonaniu jedynie 18-u kilometrów, co więcej z dolegliwościami żołądkowymi, które - ot ironia! - wywołały jedyne zakupione w Albanii konserwy produkcji polskiej... Świerze mleko zaserwowane przez bacę nieco załagodziło sprawę.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Dzień później, ponownie zostawiając namioty w obozie na Qafe Murres i jadąc ,,na lekko'' odwiedziliśmy miasteczko Burrel, w którym uzupełnili zapasy żywności i paliwa. Ponadto trójce z nas (reszta zaległa w krzakach zmożona polskimi konserwami) udało się wjechać na pobliską przełęcz Qafe Shtame, skąd roztaczać miał się piękny widok na Tiranę - stolicę Albanii. Zamiast widoku na miasto, naszym oczom ukazał się... las, a za nim przecudny widok na chłodny i pełen opadów front atmosferyczny, który rychło całą ekipę dogonił i porządnie zmoczył, nie odpuszczając aż do samego obozu.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Tego samego wieczoru gospodarz naszego niewielkiego sadu - pan Bajran - delikatnie dał nam do zrozumienia, że wyjeżdża nazajutrz do rodziny, więc i my powinniśmy... Do tego spod namiotu zginęła nam jedna menażka, niby nic poważnego, ale jednak w Albanii to dość niecodzienne, więc wszyscy jeźdźcy uznali, iż ,,już do odwrotu głos trąbki wzywa'', bo nadużyta gościnność Albańczyków może się rychło obrócić w coś zgoła przeciwnego....


Tak naprawdę dopiero po zjechaniu z Qafe Murres, kraj Skipetarów ukazał nam swoje obłędne i surowe piękno. Przedostatni dzień w Albanii upłynął nam na przemierzaniu okolic Bulqize i Burrel, z począku przez góry, później przez świeżo zabetonowane drogi wzdłuż przepięknych dolin i brzegów sztucznych jezior (nie od dziś wiadomo, że Albania od długiego czasu utrzymuje się ze sprzedaży prądu, który produkuje w elektrowniach wodnych). Pizza w mijanym nadmorskim kurorcie jeszcze bardziej poprawiła wszystkim nastroje.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Szybki przelot nad kolejny sztuczny zbiornik w rejonie Vau i Dejes, po drodze do przystani promowej w Koman oraz obóz w cudownej scenerii i w towarzystwie parki Słowaków podróżujacych leciwą Toyotą LandCruiser, zakończyły ten piękny dzień. Dużo śmiechu, troszkę wina i opowieści, oczywiście ognisko, a do tego cykady i... maleńkie skorpiony :)

Obrazek
Obrazek
Obrazek

W końcu - powrót, zaplanowane na 3 dni 1400 km do samego domu. Podczas porannego pakowania motocykli uwidacznia się (na szczęście) problem z zawieszeniem "pomarańczy". Próby dodzwonienia się do najbliższego serwisu KTM kończą się fiaskiem (być może numer był niepoprawny), więc korzystamy z pomocy miejscowego ślusarza. Z tego też powodu zapada decyzja rozbicia się na dwie grupy. Nie ma co kusić losu - KTM powinien asfaltem ominąć kolejne kilkadziesiąt km offroadu. Ustalamy wspólny punkt spotkania już w Serbii.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Dla drugiej grupy, pierwsza nieomal setka kilometrów powrotu prowadziła przez budzące grozę samą swą nazwą Góry Przeklęte (serb. Prokletje, alb. Alpet Shqiptare), ściślej przez dolinę Vermosh, w którą wjeżdża się przy samym przejściu granicznym w Hani i Hotit, a wyjeżdża dopiero na granicy z Czarnogórą koło Gusinje. Pokonanie tej drogi zajmuje nawet doświadczonym motocyklistom 3-4 godziny wytężonej jazdy. Nie obyło się bez małych awarii, to w wyniku gleby, to z elektryką, na szczęście wszystko do usunięcia w kilka minut..


Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Niemałym zaskoczeniem okazało się spotkanie grupy polskich turystów. Mało tego, dobrze nam znanych! W wesołego polskiego busika wyskoczyła m.in. Kate z forum xtzclub.pl
Obrazek
www.youtube.com/watch?v=zhpkivn-5Bw

Otaczające półtorakilometrowe ściany, niemal zupełny brak roślinności, półpustynne krajobrazy i deszcz dały nam do zrozumienia, że albański dwugłowy orzeł nie wypuści nas tak łatwo ze swych szponów; wbiły się one w nasze myśli i serca bardzo głęboko, zostawiły tam drzazgi i zadziory, niby rybackie haczyki, ale po stokroć trwalsze i bardziej dokuczliwe, tak bardzo, że - jeszcze po cichu, po wielkiemu cichu, ale już konsekwentnie - planujemy jak i kiedy wrócić i zakosztować znów tego magicznego, mocno p o s z a r p a n e g o smaku przygody...

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Powrót do Polski przebiegał już bez zakłóceń. Asfalty Czarnogóry, którą ledwo "liznęliśmy", przywitały nas deszczem i mgłą, toteż nie było okazji zawiesić oka na tym pięknym kraju. A później szybki tranzyt - Serbia, Węgry, Słowacja. Po drodze roiło się od wspomnień i myśli, że za mało, za krótko, że... może zawrócić (?) Tak, tam trzeba wrócić!
Ostatnio edytowano 5/7/2013, 07:08 przez Artur_, łącznie edytowano 1 raz
Artur_
Świeżak
 
Posty: 358
Dołączył(a): 30/5/2008, 06:23
Lokalizacja: Zabrze


Postprzez r_shop_d » 22/12/2012, 13:50

Świetna trasa i przyjemnie napisana relacja ;)
Avatar użytkownika
r_shop_d
Świeżak
 
Posty: 278
Dołączył(a): 6/11/2012, 10:32
Lokalizacja: Wrocław

Postprzez Artur_ » 15/1/2013, 15:30

Krótka zlepa okiem kamery. Opornie mi idzie tworzenie filmów :? Wkrótce pełnometrażówka :roll:
http://vimeo.com/57366314
Artur_
Świeżak
 
Posty: 358
Dołączył(a): 30/5/2008, 06:23
Lokalizacja: Zabrze

Postprzez malik378 » 30/12/2013, 07:12

Bedziemy podrozowac z Boremouth na okolo calej wyspy lacznie ze szkocja trasami biegnacymi wzdluz lini brzegowej przez co najmniej 19 dni.
Mohsin
malik378
Świeżak
 
Posty: 1
Dołączył(a): 30/12/2013, 07:02



Powrót do Turystyka motocyklowa



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość




na gr