Zobacz wątek - Coś na początek

Coś na początek

Tutaj tylko zadajemy pytania o ocenę oferty motocykla, którą sobie upatrzyłeś. Dotyczy motocykli o pojemności większej niż 125 ccm.
_________

Moderatorzy: Walenty, Movi, adam_tomasz, Czester, madcap, Leg1oN, rosiboj, lagiboy, melvin, Landryss25, kravec, gelo007, suhy-19, Bostorn, Boshi, Black-Ghost, leff

Coś na początek

Postprzez Angmar » 30/4/2010, 10:10

Witam.

Po wielu podejściach wreszcie dojrzałem do tego, żeby kupić motocykl. No i nie ukrywam, że w związku z tym kilka konstruktywnych opinii na temat moich planów byłoby mile widzianych.

Generalnie w grę wchodzi klasa sport. Takim optimum dla mnie pod względem moich osobistych preferencji jest GSX-R600. Ideałem byłby K8 m.in. ze względu na S-DMS, ale wątpię żebym z pierwszego podejścia wyrobił się z kasą. Może w przyszłości, na razie dużo bardziej realny jest na moją kieszeń przedział roczników 2004-2006 (a i w tym przypadku bez kredytu się nie obejdzie).

To tyle, jeśli chodzi o wybór docelowy. Teraz przejdźmy do tytułowego zagadnienia.

Nie ukrywam, że niechętnym okiem patrzę na wszelkie zmiany sprzętu, bo zawsze się na tym traci finansowo. Ale zdaję sobie sprawę z tego, że GSX-R to nie są przelewki (nawet przy najmniejszej pojemności) i wypadałoby zacząć od czegoś spokojniejszego.

Co do mnie samego, to mam 168cm wzrostu i ważę ok. 80 kilo, więc gigantem nie jestem i to należałoby mieć na względzie. Latek mam 40 i dawno wyparowały mi z głowy wszelkie wariackie pierwiastki, więc nawet nie dopuszczam do siebie myśli o tym, że mógłbym na motocyklu robić cokolwiek, co oznaczałoby kontakt z nawierzchnią mniej niż dwoma kołami.

Doświadczenie z klasą "sport" żadne. Jeździłem na dwóch kółkach od gówniarza. Startowałem od motorynki, potem była jazda na Simsonie i w końcu na genialnej demoludowej myśli technicznej oznaczanej skrótami ETZ (250) i okazjonalnie CZ (350). Do czasów rozpowszechnienia się w Polsce "japończyków" nie dotrwałem, więc można powiedzieć, że rozbrat z jednośladami mam dość spory.

I tak do wygląda, jeśli chodzi o oczekiwania i predyspozycje. Dodam może jeszcze na koniec, że nie interesują mnie żadne nakedy, streety i enduro. Ze względów czysto estetycznych - nie chodzi mi o kupno motocykla za wszelką cenę... po prostu to, na czym siedzę, musi mi się podobać.
Angmar
Świeżak
 
Posty: 11
Dołączył(a): 30/4/2010, 09:37
Lokalizacja: Warszawa


Postprzez >Blade< » 30/4/2010, 11:52

sportowe maszyny są ładne (chociaż dla mnie nakedy są ładniejsze) ale to kwestia gustu... powiem tylko tyle ze jezdzać cbr900rr na dluzszych dystansach strasznie bola nadgarstki, niestety sporty tak maja, moze nie wszystkie te nowsze pewnie nie, oczywiscie nie majac do czynienia ze sportowym motocyklem musisz sie liczyc ze np gsxr az chce Ci uciec spod tylka, trzeba nad nimi umiec zapanowac... mi tez juz nie w glowie rozne ewolucje na motocyklu ale majac taka maszyne po kazdym mocniejszym odkreceniu manetki az chce sie wiecej, ja teraz ze scigacza przesiadam sie na golasa. zycze powodzenia w wyborze
Avatar użytkownika
>Blade<
Świeżak
 
Posty: 37
Dołączył(a): 22/4/2010, 19:57
Lokalizacja: Podlasie

Postprzez Angmar » 30/4/2010, 12:23

No właśnie jest jak piszesz - kwestia gustu. Nie ukrywam, że osiągi GSX-R w wyborze motocykla są dla mnie kwestią drugorzędną i jakby 600-tka miała np. 90KM zamiast 125 to w ogóle bym na to nie zwrócił uwagi. Motocykl wybieram ze względu na jego walory estetyczne oraz ich zbieżność z moimi preferencjami i GSX-R pod tym względem zaspokaja wszelkie moje oczekiwania.

Dyskomfortów związanych z wygodą na dłuższych trasach jestem świadom, tego się w klasie sport nie uniknie.

Chodzi mi raczej o to, czy mając jakieś doświadczenie z jednośladami wyniesione z przeszłości da się po tylu latach przerwy wrócić do "obiegu" od razu na GSX-R, czy za wszelką cenę należałoby tego uniknąć i dać sobie np. jeden sezon na powrót do starych nawyków na czymś bardziej leniwym.

Rozważałem też scenariusz zakładający kupno Kawy Ninja250 na sezon czy dwa i dopiero z niej przesiadkę na GSX-R600. Ale tak jak wspominałem na początku - na kasie nie śpię, więc niechętnym wzrokiem patrzę na proces sprzedaży starego i kupna nowego sprzętu ze względu na to, że zawsze się na tym finansowo w dupę dostaje...
Angmar
Świeżak
 
Posty: 11
Dołączył(a): 30/4/2010, 09:37
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez wm10589 » 30/4/2010, 12:52

Ja miałem podobny problem. Też chciałem sporta, chciałem maksymalnie 600 ale trafiła się okazja i kupiłem 1000 w 09.2010 (nowy kombinezon, kask, rękawice, buty dałem 16,5tyś zł). W zeszłym sezonie zrobiłem 2500km, później całą zimę tylko teoria (artykuły, książki, najbardziej przydatne były te o przciwskręcie, hamowaniu i zmianie biegów), a teraz praktyka.

Powiem tak, jak nie będziesz pałował od razu to powoli ogarniesz (trening, trening i jeszcze raz trening). Dla mnie na początku najtrudniejsze było ostre hamowanie i złożenia w zakrętach (kawałek pustej drogi i wszystko moźna poćwiczyć).
W wakacje będę chciał pojechać na tor do lublina, spróbować czegoś więcej bo na naszych ulicach... mam blokadę (piach, olej i samochody).
Także 600 ogarniesz jesli nie będziesz chciał być od razu Rossi'm.
Avatar użytkownika
wm10589
Świeżak
 
Posty: 109
Dołączył(a): 7/12/2009, 11:12
Lokalizacja: Mińsk Mazowiecki

Postprzez >Blade< » 30/4/2010, 12:52

Angmar ja uwzam ze jak ktos sie powiedzmy nauczyl w dziecinstwie chodzic to nie zapomina o tym jak to sie robi... sprawa jest troche innego kalibru, bo wiadomo maszyny z poczatku lat 90 czy nawet starsze (chociaz biąrąc pod uwagę nasze polskie realia) MZ CZ to trudno porownywac z japonia, ale jak mowisz zdobyles doswadczenie wiec napewno masz swiadomosc jak sie moze motocykl zachowac, czego unikac, itp. Wiadomo nie wsiadziesz na gixxa i nie dasz mu od razu w palnik bo to glupie by bylo, kazda maszyna nas uczy czegos nowego wiec jezeli nie spisz na kasie to kup wymarzona furkę, pojezdzij, przyzwyczaj sie, opanuj i ciesz sie z niej... takie jest moje zdanie, wiem ze niektorzy beda przeciwni, bo znam zdania na ten temaz ze trzeba sie ojezdzic po przerwie, ale przeciez nie zaczynasz od zera... napewno poradzisz sobie, od gsxr-a nie znam lepszego sporta a nawet blade'a bije na łeb... a stylistycznie? bylem od dawna zakochany w gsxr-ach ale ze wzgledu na to ze sprzet na ktory moge sobie pozwolic jest czesto ostro traktowany przez wiele km to wybieram bardziej bezawaryjna honde
Avatar użytkownika
>Blade<
Świeżak
 
Posty: 37
Dołączył(a): 22/4/2010, 19:57
Lokalizacja: Podlasie

Postprzez Kamusial » 30/4/2010, 15:29

Osobiście nie rozumiem kupowania motocykla tylko ze względów estetycznych- będziesz na nim jeździł, a nie patrzył. Powiedz do czego oprócz patrzenia będziesz go używał- jakiego typu jazdy? Na naszych drogach nie da się wykorzystać połowy potencjału sportowych 600tek- ani w zakrętach nie masz pewności co Cię czeka, ani na prostej nie wiesz czy coś się nie pojawi, albo czy ktoś nie zauważy Cię w lusterku. Natomiast na dziurach wytrzęsie Cię jak nigdy. No chyba że to pasja :)

Jazda na motocyklu diametralnie różni się od jazdy samochodem, mimo że przepisy są te same, sporo czasu zajmuje oswojenie się z tym i przewidywanie przedziwnych zachowań kierowców, lub innych opcji.

Myślę, że mimo to, że masz spore doświadczenie życiowe i zdajesz sobie sprawę z tego co może się przytrafić na drodze, to więcej i szybciej nauczysz się na słabszym sprzęcie. Na zapędy z mocą polecam stronkę ride to live, przeczytaj post falconiforme (otwórz link)

Co więcej, pomyśl, że zaliczysz szlifa na swoim ścigu- skąd weźmiesz kasę na naprawy, owiewki itd? Zwiększasz swoje szanse na taką okoliczność biorąc mocną maszynę na początek- po prostu sporty nie wybaczą Ci tego, co słabsze maszyny.
Utrzymanie ściga w dobrym stanie też kosztuje więcej niż słabszej maszyny- klocki, napęd, gumy- wszystko schodzi szybciej.

Mógłbyś pomyśleć o albo fajnym nakedzie na początek, który nie przyniósłby Ci kosztów przy glebie, a dawał sporo radości z jazdy- Ducati monster, SV 650, er6n, CBF500/600 itp.
Ewentualnie coś słabszego z owiewkami, również SV650 lub ER6f, może owa ninja 250, ewentualnie ZXR400.
Inna opcja to stara Japonia i wiecznie polecana litania: GS500, CB500, XJ600, GPZ500 i po sezonie/dwóch zmiana sprzętu.

Zmiana sprzętu kosztuje, ale ile? Poza czasem na szukanie, to strata wartości starszych motocykli jest niewielka i zależna od ich stanu technicznego. Na nowszym stracisz trochę więcej, ale jeżeli znajdziesz dobrą ofertę, to po roku będzie to ~1000-1500 zł, znów zależnie od stanu technicznego. Twój wymarzony model GSX-Ra też będzie już tańszy i spodziewam się, że o większą kwotę. Również w kontekście innych wydatków na motocykl, nie jest to ogromna kwota, a w przypadku konieczności naprawy sprzętu po szlifie jeszcze mniejsza. Jeżeli zamierzasz brać kredyt, to odsetki i ubezpieczenie AC swoje kosztują.

Nie zapominaj też, że musisz się porządnie ubrać, bo to Twoja jedyna ochrona przed wszelkimi przykrymi okolicznościami, jak i gwarancja komfortu podczas jazdy.
Yamaha XJ600 -> TDM 900 -> DRZ 400e
Avatar użytkownika
Kamusial
Bywalec
 
Posty: 782
Dołączył(a): 26/4/2009, 01:13
Lokalizacja: Wawa - włochy

Postprzez Angmar » 30/4/2010, 22:10

Osobiście nie rozumiem kupowania motocykla tylko ze względów estetycznych- będziesz na nim jeździł, a nie patrzył. Powiedz do czego oprócz patrzenia będziesz go używał- jakiego typu jazdy? Na naszych drogach nie da się wykorzystać połowy potencjału sportowych 600tek

Wiesz... na dobrą sprawę dokładnie to samo możesz powiedzieć każdemu właścicielowi tak zwanych "samochodów z charakterem". Weźmy na przykład jakąś lalkę która jeździ Mazdą MX-5 czy BMW Z4. Przecież aż się prosi zarzucić ją argumentami w stylu "I po co idiotko kupiłaś takie auto? Małe to, ciasne, do bagażnika nie zapakujesz bagażu na 2-tygodniowe wczasy czy wózka dla dziecka, dodatkowo w Z4 masz namiot zamiast dachu a osiągów auta i tak na warszawskich drogach nie wyciśniesz. A to, że auto ładne i stylowe? Co z tego, przecież jak siedzisz w środku to 90% tego co widzisz to kierownica i zegary. Bez sensu wybór, trzeba było sobie kupić Nubirę kombi".

Brzmi dokładnie tak samo, nie sądzisz?

Co do tego dyżurnego hasła pod tytułem "nie ma cwaniaka który nie będzie odkręcał manetki" to myślę, że mimo wszystko za bardzo generalizujesz. Owszem, zdecydowana wiekszość tych, którzy twierdzą że na pewno nie bedą odkręcać, gada głupoty i szybko się z tych postanowień wyłamie. Ja sam doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że posiadanie supersporta bez choćby powierzchownego posmakowania jego możliwości jezdnych jest tak samo nielogiczne i nierealne jak małżeństwo z piękną laską i nie uprawianie z nią seksu.

Tyle, że samo odkręcanie nie jest problemem. Problemem jest to, że większość odkręca nie tam, gdzie się powinno. Na drodze trzeba po prostu MYŚLEĆ, a nie strzelać podnietę i karmić rosnące emocje.

Podam Ci mały przykład. Co prawda w minimalnym stopniu adekwatny do sytuacji z motocyklem, ale mimo wszystko dający się przełożyć na "większe" realia.

Od nie pamiętam kiedy cały ciepły sezon jeżdżę na rowerze. Jak jest dobra pogoda, to tygodniowo potrafię przejechać 150-200km. Staram się jeździć po drogach rowerowych, ale gdzie się nie da jadę chodnikiem. I w takiej sytuacji NIGDY nie wpinam butów SPD w pedały. NIG-DY! Mimo, że mam klasyczne "espedy" rozmiarów pudełka zapałek i pedałowanie na nich bez wpiętych butów jest niemal niemożliwe. NIGDY nie wpinam wśród ludzi, bo nie mam kompletnie ŻADNEGO zaufania do tych, którzy wraz ze mna korzystają z chodnika. Dopiero jak dojadę do drogi rowerowej odizolowanej od chodnika (żeby mi żaden debil nie wlazł pod koła), to wpinam buty w pedały i wchodzę na normalne tempo jazdy. Mam po prostu blokadę psychiczną z którą nawet nie próbuję walczyć, bo się bardzo przydaje. Jest to blokada przed zaufaniem do ludzi, którzy w przytłaczającej większości są durni i kompletnie nieprzewidywalni.

I możesz być pewien, że po zmianie chodnika na ulicę robię się 3 razy bardziej elektryczny i nie ma w tym momencie dla mnie żadnego znaczenia na czym jadę i jak wielkie mam zaufanie do swoich możliwości i umiejętności. Wystarczy, że nie mam żadnego zaufania do innych.

Tak, jak napisałem wcześniej - trzeba myśleć. Jak ktoś jest durny jak kapeć i nie ma wyobraźni, to się na hulajnodze zabije. Oczywiście nie da się ukryć, że myslenie to jedno, a technika jazdy to zupełnie inna sprawa i w określonych sytuacjach trzeba się umieć zachować. Tutaj z pewnością masz rację i zdaję sobie sprawę z tego, że na takiej Kawie Ninja250 zdecydowanie łatwiej i bezproblemowo wdrożyłbym się ponownie w realia jazdy na dwóch kółkach. Tak jak mówiłem - będę się jeszcze zastanawiał. Na pewno żadne nakedy w grę nie wchodzą i nikt mnie nie przekona do zmiany zdania, bo - jak to Blade wcześniej zauważył - to jest kwestia gustu i będę wdzięczny, jeśli nie będziemy na ten temat dyskutować.
Angmar
Świeżak
 
Posty: 11
Dołączył(a): 30/4/2010, 09:37
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Angmar » 3/5/2010, 11:47

OK, jeszcze jedno szybkie pytanko.

Jeśli zdecydowałbym się na stopniowy powrót do tematu "moto", to jaki wg Was będzie lepszy scenariusz:

1. kupno na start Ninja250R, po roku przesiadka na GSX650F, po nastepnym roku czy dwoch przesiadka na GSX-R600,
2. kupno od razu GSX650F i przesiadka na GSX-R600 po 2-3 latach.

Pytam, bo GSX650F to jedyny motocykl jaki z klasy street/touring mi pasuje stylistyką i byłbym skłonny wziąć go pod uwagę. Tym bardziej, że finansowo jest zbliżowny do Ninja250R.
Angmar
Świeżak
 
Posty: 11
Dołączył(a): 30/4/2010, 09:37
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez >Blade< » 3/5/2010, 11:52

nie wiem jak Ty ale ja to bym sie dziwnie czuł na 250-tce... bierz gsx jak juz chcesz sie wjezdzić...
Avatar użytkownika
>Blade<
Świeżak
 
Posty: 37
Dołączył(a): 22/4/2010, 19:57
Lokalizacja: Podlasie

Postprzez Angmar » 3/5/2010, 13:18

No właśnie to mnie trochę zniechęca w tej Ninji250R. Niby na powrot do jednego śladu po tylu latach OK, bo lekka i swoją moc ma... ale cały czas mam wrażenie, że dla 40-letniego faceta jest to sprzęt zdecydowanie - bez urazy, miłe panie - zbyt damski ;-)

Pozostaje tylko kwestia spasowania motocykla do moich parametrów. Wiadomo, że pod względem wysokości siodła będzie wygodniejsza niż GSX-R (790mm vs. 810mm), ale z drugiej strony masa jest o dobre 60 kilo większa...
Angmar
Świeżak
 
Posty: 11
Dołączył(a): 30/4/2010, 09:37
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Angmar » 3/5/2010, 14:11

Angmar napisał(a):i swoją moc ma...

Żebyśmy się dobrze zrozumieli, to może doprecyzuję ;-)

Swoją moc w kontekście motocykla tej klasy, wagi itp. oczywiście, nie w sensie samej ilości kucyków, która jako taka wrażenia nie robi.
Angmar
Świeżak
 
Posty: 11
Dołączył(a): 30/4/2010, 09:37
Lokalizacja: Warszawa



Powrót do Oceny ofert sprzedaży.



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości




na gr